Wydarzenia
List otwarty do Miguela Angela Moratinosa2010-01-20 autor: Zoé Valdés W ostatnich dniach, dyktatorzy Castro – sprawujący niepodzielnie władzę w moim kraju, na Kubie, od pięćdziesięciu jeden lat – nie wpuścili na Wyspę eurodeputownego hiszpańskiej partii PSOE, ponieważ nie do końca zgadza się on z castrowską polityką. Pan, tymczasem, oświadcza, że strona kubańska popełniła pomyłkę. Otóż, jedynym który się myli jest Pan. Po pierwsze, to nie Kuba odmówiła wjazdu na jej terytorium socjalistycznemu europosłowi panu Yañezowi – o ile się nie mylę, zdarza się to już po raz drugi – lecz to castrowski reżim odmówił mu prawa przekroczenia granic kraju. Skądinąd, to co zastanawia szczególnie to, że pan, jako minister spraw zagranicznych, nie zorientował się dotąd, że aby dostać się na Kubę, trzeba pokonać całą masę przeszkód, jakie od ponad pół wieku bracia Castro kładą pod nogi człowiekowi i które naruszają Powszechną Deklarację Praw Człowieka w każdym jej punkcie. Niepokojąco wygląda fakt, iż protestuje Pan w chwili, gdy wakacji odmówiono politykowi z Pańskiej partii, podczas gdy nie wykazuje Pan najmniejszego zainteresowania faktem, że ponad milion Kubańczyków wyemigrowało ze swojego kraju w wyniku dyktatury i że gdy chcemy wjechać na Kubę, my jej obywatele, musimy prosić o zgodę. I tak, każe nam się zamknąć usta, zachowywać się „grzecznie”, nawet poza Wyspą, wnosić opłatę w ambasadzie kubańskiej w kraju emigracji (nie zrobiłam tego nigdy i nigdy tego nie zrobię), ażeby pozwolili nam wjechać do rodzinnego kraju. Ci, którzy nie zgadzamy się na to, ci, którzy zbuntowaliśmy się przeciwko tej dyktaturze i wyraziliśmy sprzeciw, zostaliśmy umieszczeni na czarnej liście, sporządzonej w castrowskich biurach. Od pięciu dekad występujący na tej czarnej liście nie otrzymują pozwolenia na wjazd na Kubę. Pisarzom i artystom od pół wieku odmawia się prawa wstępu. Wielu z nas straciło rodziców, bliskich, nie mogliśmy nawet wziąć udziału w ceremoniach pogrzebowych; ale Pana to nie interesuje, tak przynajmniej się wydaje. Bo to raptem teraz, gdy odmówiono wjazdu pańskiemu koledze, sprawia Pan wrażenie, jakby lekko poirytowanego tym faktem. Przed kilkoma tygodniami jednak nawoływał Pan na forum Unii Europejskiej, by uregulować kontakt z reżimem, znormalizować relacje, jakby chodziło o demokratyczny i normalniejszy na świecie rząd. Nie jest takim kubański reżim, i pan o tym doskonale wie. Podobnie jak wie to europoseł, jadący na wakacje. Nie może Pan też nie wiedzieć, że na przykład moja córka, która urodziła się na Kubie, nigdy nie mogła wjechać na Wyspę, żeby spędzić wakacje ze swoją babcią. Powiem Panu, co myślę: nie tylko wątpię, żeby Pan o tym nie wiedział - myślę, że Pan to wykorzystał. Myślę też, że nie jest tak, iż Pan nie zna sytuacji więźniów politycznych na Kubie, ataków na ich bliskich, na Damy w Bieli, codzienne upokorzenia. Jak mniemam, wie Pan również o licznej grupie dziennikarzy odsiadujących kary w castrowskich więzieniach, o poetach, o czarnoskórym doktorze Oscarze Eliasie Biscet, przebywającym w więzieniu od czasu Czarnej Wiosny 2003. W związku z domaganiem się tego samego za co Barack Obama został wybrany prezydentem Stanów Zjednoczonych, Oscar Elias Biscet siedzi w więzieniu. Na Kubie zdanie „Yes we can” uważane jest za kontrrewolucyjne, podczas gdy w USA jest ono całkowicie rewolucyjne. Podobnie z wierszem „Tengo” (Mam) Nicolasa Guillena, poety-Metysa, jakim wysługuje się castryzm, aby pokazać antyrasistowską twarz, podczas gdy od początku do końca są i zawsze byli rasistami, pozbywając się Czarnych z kręgów władzy. Dzisiaj wersy: „Mam, co mieć miałem…” (niech Pan sobie przeczyta wiersz), z racji na treść, uważany jest za wiersz dysydencki. Wysłużyliście się również tym, że związki zawodowe nie mogą wyrażać swojego niezadowolenia przy pomocy strajków i że, przy udziale hiszpańskich przedsiębiorców, wróciliśmy do niewolniczych warunków pracy, jakie występowały na Wyspie, gdy ta wchodziła w skład Korony hiszpańskiej. Panie Moratinos, jako minister spraw zagranicznych demokratycznie wybranego rządu, jest Pan zobligowany do obrony demokracji na całym świecie, po to został Pan wybrany. Nie przysługuje się Pan wolności, stając po stronie castryzmu – jednej z najstarszych i najbardziej zmurszałych dyktatur, jakie jeszcze funkcjonują na świecie. Dyktatura kubańska prześciga już koreańską. Jestem obywatelką Hiszpanii, mam też obywatelstwo francuskie, nie utraciłam kubańskiego, a moje uczucia względem Kuby są niezachwiane. Nie darzę szacunkiem tych, którzy przyczyniają się do ruiny mojego kraju, niszczą życia i nadzieję na wolność Kubańczyków. Jednakowy brak poszanowania wyrażam dla tych, którzy wspierają tę dyktaturę. Z tego powodu coraz bliżsi są mi demokraci francuscy, niż uznający się za takich Hiszpanie. Fakt, iż wyraził Pan oburzenie – dopiero teraz, żeby była jasność – z powodu niepomyślności jednego ze swoich kolegów, a wcześniej służalczo przytakiwał dyktaturze, napełnia mnie obrzydzeniem. Dlatego postanowiłam wyrazić głośno to, co myślę o Panu i pańskiej partii. Wymieniać więźniów na głosy wyborców, zbierać okruchy rzucone Panu pod nogi przez dyktaturę castrowską - to jedno z najbardziej odrażających zachowań rządu Pana Zapatero. A Pan stał się jego przekaźnikiem. Od jakiegoś czasu podążają Państwo złą ścieżką, każdego dnia splamiacie socjalistyczne ideały, jak stało się to swego czasu we Francji. Gorzej: każdego dnia deptacie marzenia o wolności i pomyślności. Czytając w prasie Pańskie opinie na temat Kuby, zdaję sobie sprawę, że Wasz cynizm ciężko porównać z czymkolwiek innym. Jakiż to wstyd dla Hiszpanów, że muszą świecić oczami za brednie wygadywane przez ministra, który reprezentuje ich w świecie. Bez wyrazów szacunku, Zoé Valdés Przełożył Marcin Sarna
|