Kuba płaci inwestorom bonami na jedzenie
Yoani Sanchez
Co noc między stolikami w kabarecie luksusowego hotelu w Hawanie krąży Europejczyk z niezwykłą prośbą . Podchodzi do gości i proponuje, aby zapłacili za przyniesiony im rachunek jego kolorowymi talonami, które wyciąga z kieszeni garnituru. W zamian za to prosi o przekazanie mu równowartości kwoty w peso wymienialnych, które może następnie zamienić na dolary lub euro, z którymi może wrócić do Europy. Ten człowiek jest ofiarą finansowych „El Corralito”*[1] które uniemożliwiają wielu zagranicznym inwestorom podjęcie własnych zysków z firmy na Kubie i wywiezienie ich do Europy. Aby nie zostawiać ich w zupełnej rozpaczy, kubańskie władze pozwalają im płacić za konsumpcję w restauracjach wzdłuż i wszerz całej wyspy, kawałkami kolorowego papieru pozbawionego realnej wartości. Dzisiaj dramat zamrożonych funduszy dotyka wielu przedsiębiorców, którzy po wejściu na wyspie w 1995r. Ustawy o Inwestycjach Zagranicznych, byli gotowi do zainwestowania w kubańską gospodarkę. Korzystali oni z przywileju prowadzenia prywatnej firmy, całkowicie zakazanego dla tych, którzy się tu urodzili. Zagraniczni przedsiębiorcy stworzyli „klasę biznes” w kraju, w którym Rewolucyjna Ofensywa w 1968r. skonfiskowała nawet krzesła chłopców do czyszczenia butów. Zarządzali ogromnymi kwotami, osiągając olbrzymie zyski, przez które stali się bardzo atrakcyjnym celem prostytutek, właścicieli wynajmowanych domów, a także członków służb bezpieczeństwa państwa. Wielu z nich widywano w najdroższych restauracjach, zamawiających smakowite dania w towarzystwie bardzo młodych kobiet. Inni, w mniejszości, dawali dodatkowe prezenty swoim pracownikom, aby zrekompensować niskie wynagrodzenia, płacone im przez państwo w kubańskich peso, za pośrednictwem którego zagraniczne firmy musiały zatrudniać pracowników. Ci przedstawiciele "korporacyjnego skautingu" byli przygotowani nawet stracić trochę kapitału pod warunkiem, że mogliby - od zaraz- założyć firmnę w miejscu, które pewnego dnia będzie jak tort podzielony na kawałki. Jednakże ci na wyspie, którzy podpisali z nimi umowy i pili szampana po podpisaniu kontraktu, uznali ich po prostu za zło konieczne, anomalię, która będzie wytępiona tak szybko, jak tylko zakończy się „okres przejściowy”. Inwestorzy, po otrzymaniu wszelkich gwarancji kilka miesięcy wcześniej, dowiedzili się nagle, że kasy są puste, słysząc wciąż powtarzane: "Nie jesteśmy w stanie zapłacić." Nagle ogarnęło ich uczucie bezsilności, a krzyk uwiązł im w gardle. Poczuli rzeczywistość, w której Kubańczycy żyją na codzień. Lecz mimo, że są znacznie bardziej bezbronni wobec bezprawia łupieżczego państwa, posiadany paszport pozwala im wejść na pokład samolotu i zapomnieć o wszystkim.
[1] El Corralito było popularną nazwą nadaną zamrożeniu kont bankowych przez rząd argentyński , a ściślej depozytom w dolarach, między grudniem 2001 a grudniem 2002 r., kiedy kraj był w kryzysie finansowym. Nazwa pochodzi od słowa "corral", które ma takie samo znaczenie w języku hiszpańskim i angielskim i oznacza zagrodę.
|