Artykuły z prasy polskiej i zagranicznej
Artykuły niezależnych
dziennikarzy kubańskich

 














 
Urodziny El Comandante (2 grudnia 2006)
 
Kuba według Santany
 
Cuba libre - marzenie czy rzeczywistość? Gdansk, 1 X 2010
    2012-05-08
Meble IKEA i kubańska siła robocza

    2012-05-03
Dysydent zwolniony warunkowo

    2012-04-27
Facebook marzeniem młodych Kubańczyków

Strona główna  » Artykuły » Przypadek Adeli                 
Przypadek Adeli

  Alejandro Ríos

Na zdjęciu widać Adelę, wysuszoną czarną staruszkę, z szeroko otwartymi ustami, z których głębi wyglądają zęby w stanie poważnego uszkodzenia. Lubi, gdy wcześnie rano jest mobilizowana, ponieważ na jakiś czas może opuścić warsztat, gdzie naprawia telewizory, na wszelkie sposoby.

To też jedyna okazja, by przejechać się autobusem, usiąść wygodnie na siedzeniu, nie musząc się przy tym rozpychać. Czuje się kimś ważnym, wzywają ją, oferują przewóz, podczas manifestacji nad bezpieczeństwem czuwają silni panowie, ubrani po cywilnemu, stanowiący oficjalne przedstawicielstwo sił operacyjnych, troskliwi i wyrozumiali.

Ma syna, który dzięki Rewolucji został lekarzem i pracuje teraz w Wenezueli; drugi dzieciak jest zakałą, powodem frustracji matki, uległ złemu wpływowi dzielnicy i opuścił kraj na tratwie. Dlatego z taką satysfakcją oddaje się osobistemu wymierzaniu kary niewdzięcznikom, którzy nie doceniają osiągnięć Rewolucji.

Zawsze, gdy ją wzywają, stawia się. Najczęściej, żeby uniemożliwić manifestację sprzedajnych robaków, albo żeby otoczyć jakiś dom i nie pozwolić wyjść na ulicę jego mieszkańcom, bo ulica należy do Fidela.

Grupa dzieli się na pojedynczych aktorów. Każdy ma przypisaną rolę. Towarzysze, którzy przewodzą mobilizacji nalegają, by unikać konfrontacji fizycznej z elementem kontrrewolucyjnym, choć zdarza się, że tu i tam czyjąś rękę poniesie, jednak tylko gdy w pobliżu nie ma kamery. Coraz o to trudniej, przecież dziś kręcić film można nawet telefonem.

Każdy ruch musi wyglądać na spontaniczny, autobusy parkują w odpowiedniej odległości od miejsca wydarzeń. Adela należy do tych, którzy krzyczą z chęcią. Lubi to, wyładowuje tym sposobem frustracje i pozostaje przy tym anonimowa.

Dziś zdaje się, że chodzi o coś ważnego, uderzenie wymierzone jest w najemników słabszej płci, ubrane na biało zdechłe komarzyce jedne, co to udają posłanników pokoju i maszerują z kwiatem w dłoni. Opłacane przez Miami ładnie się ubierają, są schludne i wypachnione. Cieszy ją, że może poszarpać te damy za uczesane włosy, czasami zostanie jej kilka kołtunów w dłoni. W ich żyłach nie płynie krew. Są umarlakami, pozbawione walecznej duszy.

Ostatnie instrukcje przekazywane są zawsze w autobusie, nie na widoku. Major z ministerstwa, ubrany po cywilnemu, elegancko, zlany potem, bo przyzwyczajony do siedzenia w pomieszczeniu klimatyzowanym, mówi, że Futrzak jest z nich dumny, że na razie wszystko musi przebiegać w tajemnicy, ale w przyszłości zostaną uznani publicznie, za stawienie wyzwania robactwu.

Jako, że dzisiejsza dniówka jest długa, pod koniec roboty należy się posiłek. Całe szczęście, bo w domu się nie przelewa. Z powodu tej przeklętej blokady występowanie produktów konsumpcyjnych jest znikome. Jankesi nie odpuszczają. Rano przemyła się wodą z wiadra, zęby umyła wodorowęglanem sodu, który pełni również funkcję dezodorantu.

Te dni były niezwykle aktywne. Jeden dziennikarz, który postawił się panu z ministerstwa, też dostał to, na co zasłużył. Adela i jej towarzysze zdjęli go z jednej ulicy w Vedado, aż musiały reagować służby, żeby nie zrobili mu krzywdy, nigdy bowiem nie wiadomo, czy komuś nie puszczą nerwy i nie zada nieprzemyślanego ciosu.

W skromnym mieszkanku, gdzie kiedyś mieszkała z mężem, który odszedł jakiś czas temu, Adela ma stare meble. Na manifestacje zakłada najlepsze ciuchy, błękitną koszulę na ramiączkach. Jej kuzynka Yusleidy widziała ją w wiadomościach w telewizji i mówi, że nie prezentuje się źle.

Czeka, żeby syn lekarz przywiózł jej coś z Wenezueli, jakąś bieliznę, bo ta, którą nosi, trochę się już zużyła. Na drugiego syna nie ma co liczyć, wyszedł taki sam jak jego ojciec.

Jutro rano znowu do warsztatu, a jeśli zakała się wychyli, pokażą, gdzie jej miejsce, rewolucję należy szanować.

 

Przełożył Marcin Sarna

   powrót na górę strony                 
   
© 2006 Solidarni z Kubą Projekt i wykonanie: EPOX Interactive Media House