Pierwsza Dama
Alejandro Ríos
Na zdjęciu Dalia ma na sobie ten sam naszyjnik co Rosario. To jedna z tych rzeczy, jakie pierwsze damy wymieniają między sobą w ramach wzajemnego uznania. Nie żeby jakoś specjalnie podobał się jej niebieski kamień, założyła go z grzeczności. Teraz to ona jest pierwszą damą Kuby, odkąd zabrakło „la boby”, jak mówili na Vilmę członkowie ochrony, którzy nie wiedzieli, że wykształcenie zdobyła w Bostonie. Trochę późno, dobiega schyłku życia, i nie lubi pojawiać się zmęczona na zdjęciach. Gdy go poznała, była zjawiskową blondynką i nie wyobrażała sobie, że resztę życia spędzi w zamkniętych, strzeżonych posiadłościach, rodząc i wychowując dzieci. Zawsze uważała się za kobietę, którą można dumnie prezentować publicznie. W domowym odosobnieniu utraciła cały europejski glamour, ten sam, jaki goście zwykli okazywać jej mężowi. Prezydenci, którzy przeszli już do historii, jak Gorbaczow, odwiedzali go, a ona sprawiała wrażenie, jakby wchodziła w skład domowej służby. On nigdy nie przedstawiał jej jako swoją żonę, ona nie mogła cieszyć się podarunkami, jakie otrzymywała: drogimi zegarkami, ekskluzywną odzieżą znanych projektantów, ani prawdziwymi kamieniami szlachetnymi, nie kamieniem wulkanicznym jak ten teraz. Owszem, musiała spełniać małżeński obowiązek, kiedy on postanawiał nocować w domu, czego jednak nie robił nadto często, w związku z licznymi obowiązkami i nie mniej częstymi kobietami, które czyniły starania, by go uwieść. Lista jest długa i niebezpieczna. Nie poznała Niemki, która przyznaje się do ciąży, choć sprawę tę szybko zatuszowano. Wiedziała o Ginie, włoskiej divie, która opętał go po tym jak została fotografką i zakończyła karierę filmową; a nawet o flircie z córką oszalałego nordyckiego żeglarza, który przepłynął Pacyfik na tratwie. Jakże chciała uczestniczyć w Festiwalu Filmowym albo odwiedzić Casa de las Américas, gdzie można było oglądać szanowanych artystów i intelektualistów, którzy kłaniali się w pas jej mężowi, chcieli z nim choćby przez chwilę porozmawiać albo po prostu uścisnąć jego dłoń. Jaka szkoda, że nie miała okazji wymienić uśmiechu z Jackiem Lemonem, Gregory Peckiem, Jackiem Nicholsonem albo Robertem Redfordem, całym tym prywatnym Hollywood, o jakie dla jej męża wystarał się Alfredo, nadając jego osobie statusu gwiazdy. Jeśli zdarzyło jej się cieszyć towarzystwem Gabo, jedynego który traktuje ją taką, jaką jest - oficjalną żoną komendanta sprawującego władzę. Gdy ich odwiedzają, przechodzą z Mercedes do kuchni, gdzie rozmawiają o sprawach, jakie zajmują kobiety z ich pozycją - żony sławnych mężów. Ale wtedy Kolumbijka opowiada jej o egzotycznych wakacjach w Europie, ona zaś jedyne co może, to wspomnieć o urokach Varadero, którego ma dosyć. Oczywiście, lista głów państw przybywających teraz jest znacznie bardziej ograniczona niż za najlepszych czasów. On zagaduje, oni słuchają, nie mają odwagi wtrącić się do dyskursu. Kiedy przestaje mówić, oni rozpoczynają tyrady pochwał, a on wtedy zerka na zegarek i niepokoi się na wózku inwalidzkim. Czuje się jak ojciec, który spłodził nieznośne gaduły, pyszałków i prostaków. Oblicze jego chmurnieje. Czeka, aż zostawią go w spokoju. Zdjęcia rodzinne są strzeżone niczym tajemnica państwowa, dlatego teraz chce być widoczna na wszystkich fotografiach, wraz z zaproszonym gośćmi specjalnymi. To coś w rodzaju słodkiej zemsty. Czuje się pewnie, po raz pierwszy bodaj sprawia wrażenie pani własnego losu. Zawsze wyprostowana, spogląda na niego z góry. On siedzi, znosząc nastały dla niego zły okres. Wie, że teraz to on jest od niej zależny, nawet wtedy, gdy chce pójść do toalety, nie ogranicza się więc, wyraża własne zdania i wydaje polecenia. Czasami goście zapominają o jego obecności i przysłuchują się z uwagą temu, co ona ma do powiedzenia. Teraz tak, wygląda jak pierwsza dama. Brakuje tylko wywiadów i filmu dokumentalnego, który oddałby jej, co należne, i pokazałby ważną kobietę u boku ważnego mężczyzny. Sympatyzuje z panią Obama. Chciałaby kiedyś usiąść i porozmawiać z nią, opowiedzieć jej o swoim doświadczeniu. Może na co by się jej przydało. Przełożył Marcin Sarna
|