O książkach
Literatura
Muzyka
Kino
Felietony
 














 
Sławni Kubańczycy
 
Hector Palacios Ruiz w Polsce
 
Cuba libre - marzenie czy rzeczywistość? Gdansk, 1 X 2010
    2012-05-08
Meble IKEA i kubańska siła robocza

    2012-05-03
Dysydent zwolniony warunkowo

    2012-04-27
Facebook marzeniem młodych Kubańczyków

Strona główna  » Kultura » Zmiana psychospołeczna                 
Zmiana psychospołeczna

  Dagoberto Valdés Hernández

 

Życie to zmiana i ciągłość. Wszystko przemija, w pamięci historycznej pozostaje jedynie tyle, ile człowiek przemieni w kulturę, to z czego uczyni sposób na życie. Przetrwać mają szansę zwyczaje, sposób myślenia, wiara, twórczość.

Są jednak okresy w historii narodów, kiedy wszystko wydaje się pozostawać statyczne, kiedy wydaje się, że stan obecny nigdy nie ulegnie zmianie, że to lub tamto pozostanie jakie jest na zawsze. Dzieje się tak w chwilach, kiedy bierność osiąga rozmiar tak duży, że opór względem samej zmiany rośnie i pomnaża się.

Pojawiają się wygoda i obawa przed zmianami. Potwierdzenie tych słów i siłę, jaka z nich bije, dostrzec można w znanych przysłowiach: „Lepsze pewne dziś, niż najlepsze niepewne jutro”; „Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu”; oraz w paraliżujących tradycjonalistycznych mantrach: „Zawsze tak było”; „Nigdy tak się nie robiło”.

Ta odporność na zmianę urasta w siłę, staje się widoczna, gdy system, filozofia lub sposób organizowania są idealizowane, kiedy człowiek daje się opętać mesjanizmowi, który sprawia, że pojawia się wiara, że wszystko znajduje się w rękach jednej osoby, w jednym modelu lub jednej instytucji politycznej bądź religijnej.

W ujęciu obywatelskim kultura mesjanistyczna, kultura wodzowska, gdzie główną rolę odgrywa caudillo w jednej osobie lub jedna organizacja, doprowadzają do tego, że obywatel przyjmuje postawę, którą można nazwać „postawą pisklęcia”.

W takiej postawie każdy hołubi swoje gniazdo, nie podejmuje nauki latania, rezygnuje z odbycia podróży w kierunku własnej suwerenności. Wyczekuje w gnieździe wygodnie pomimo upokorzenia, z otwartym dziobem i pustką w głowie; czeka aż mu się wszystko poda, za niego o wszystkim zadecyduje, wyjaśni, w końcu przeżuje i przetrawi. Są to postawy infantylnej zależności i zapobiegliwego paternalizmu, mające niewiele do zaoferowania, ale dające poczucie bezpieczeństwa. Zapewniają wszystko to, o czym od zawsze marzą ludzie i narody: pewność i bezpieczeństwo.

Wtedy to właśnie społeczeństwo ma złudne poczucie bezpieczeństwa. Wydaje się ono być dane na zawsze, ale tak nie jest. Obywatel odczuwa wygodę, przechodzi w stan wyczekiwania, przyzwyczaja się brać to, co mu się poda, godzi się na wszystko w zamian za zaspokajanie jego podstawowych potrzeb. Podczas gdy to się dzieje, proces myślenia zostaje zatrzymany, nikt nie myśli o przyszłości. Do czasu kiedy będziemy mieć co włożyć do garnka dzisiaj, nie będziemy musieli zastanawiać się nad głodem, jaki może zapanować jutro.

Taka sytuacja niesie ze sobą niebezpieczeństwo dla obywateli i narodów, którym zależy na ocaleniu własnej suwerenności. Wszyscy wiemy, że nic nie trwa wiecznie. Wiemy, że nie istnieje mesjańskie bezpieczeństwo. Wiemy, że wszystko mija, wszystko się zmienia. Pojawiają się zatem refleksja i pytania:

Co stanie się, gdy poczucie bezpieczeństwa minie?

Co stanie się nie na ulicach czy placach, lecz w głowach ludzi?

Jakie będzie myślenie, zachowanie osób, które większość życia, a niekiedy całe życie przeżyli w „postawie pisklęcia”, żyjąc w bezpieczeństwie, jakie zapewniało im gniazdo, będąc karmionymi zapewnieniami, wygodnie akceptujący recepty na wszystko i na zawsze?

Co dziać się będzie w niezgłębionych ludzkich wnętrzach, kiedy nagle dane im bezpieczeństwo i budowane przez lata zaufanie znikną?

Czy wówczas obudzi się strach przed nieznanym, czy zostanie wyzwolona kreatywność uśpiona przez dekady? Pojawi się pragnienie powrotu do pewności, jaką daje gniazdo, którego już nie będzie, czy podjęta zostanie próba lotu, jak mają w zwyczaju robić pisklęta, gdy dorosną?

Co stanie się z osobami, które nie będą potrafiły poradzić sobie z wolnością?

Jak zareagują ci, którzy przyzwyczaili się żyć nie wykazując żadnej inicjatywy? Jak oni się zachowają, kiedy będą musieli sami radzić sobie z tym, co dotychczas wykonywano za nich?

Żeby być dobrze zrozumianym: nie mam na myśli ulicy, zakładów pracy, danych ekonomicznych, prognoz politycznych, relacji z innymi państwami. O tym powiedziano już wystarczająco dużo i z należytą powagą. Chciałbym zwrócić uwagę na tę drugą stronę rzeczywistości, być może nieco zapomnianą albo pomijaną w zmaterializowanym społeczeństwie; niedocenianą, kiedy chodzi o zmiany społeczne – na aspekt psychologiczny.

Jestem przekonany, że zmiany psychologiczne, jakie nastąpią, będą wielkich rozmiarów, a ich konsekwencje nieprzewidywalne - w dobrym i złym znaczeniu. Większość analityków koncentruje się, co zrozumiałe, na sferze zachowań, starając się pozostać, w miarę możliwości, obiektywnymi; przyglądają się temu, co można przewidzieć przy pomocy narzędzi socjologicznych, politycznych, ekonomicznych.

Ale takie spojrzenie, właściwe antropologii, skazane jest na redukcjonizm, nie ma tutaj – a być może patrzący w ten sposób nie ośmielają się poruszyć innego wymiaru ludzkiej natury - subiektywizmu, psychologii, życia wewnętrznego człowieka, tego wszystko, co moglibyśmy nazwać duszą człowieka i narodu.

Ci z nas, którzy staramy się wypracować spojrzenie całkowite i holistyczne wiemy, że to właśnie tam, gdzie zaczyna się subiektywizm, wszystko ma swój początek, tam wszystko się rozpoczyna, kształtuje, znika; stamtąd płynie cała nauka, kształt ludzkiego życia.

Wiemy, że subiektywizm pozostawiony sam sobie może zmienić się albo w wulkan przemocy albo może stać się źródłem kreatywności i pokoju.

Psychologiczna reakcja może wywołać chaos i niepewność, może też inspirować odwagę i chęć działania. Wiemy, że zależność psychologiczna i niedojrzałość nie mogą natchnąć obywateli, aby stali się ludźmi wolnymi i odpowiedzialnymi. My, którzy podzielamy transcendentną wizję antropologiczną, wiemy że między subiektywizmem personalnym i społecznym toczy się rozgrywka o los narodu.

My, Kubańczycy, posiadamy doświadczenie, jako że w różnych momentach historii naszym udziałem była ta psychospołeczna zmiana, zarówno na lepsze jak i na gorsze. Odważę się jednak powiedzieć, że w większości przypadków, zmiana psychospołeczna posłużyła, aby dodać otuchy, siły do odnowy, aby rozpocząć wszystko jeszcze raz, bez mrugnięcia okiem. To charakterystyczne dla Kubańczyków – można o tym dyskutować, ale można też pokusić się o taką refleksję.

Przygotowując Narodowe Spotkanie Eklezjastyczne (ENEC) na Kubie w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, Kościół przeprowadził ankietę wśród licznej grupy wiernych. Ci, zapytani o naukę, jaka płynie z historii i o podanie jednej cechy charakteru narodu kubańskiego, podawali umiejętność powstawania z kryzysu.

Za przykład mogłaby posłużyć zmiana psychospołeczna, której następstwem był przedsiębiorczy boom, jaki nastąpił w latach dziewięćdziesiątych a widoczny na ulicach, zaraz po tym jak miało miejsce przejściowe, koniunkturalne otwarcie gospodarcze, oraz gdy przyznano licencje na „pracę na własny rachunek”. Ten przykład zaświadcza o tym, iż nawet po tak długim okresie zależności obywateli od Państwa, występowania gospodarki scentralizowanej, możliwa okazała się szybka, wydajna, kreatywna zmiana. Co ważne, potrafili dokonać tego Kubańczycy. Odejście od sowietyzmu odbyło się z pomocą inwestorów europejskich, którzy wsparli nas niezbędnymi do przeżycia artykułami i środkami pierwszej pomocy, co znacznie ułatwiło życie codzienne.

Taki jest nasz naród. Taka jest prawdziwa Kuba, która nie zapomniała o tym, że posiada zmysły - także do interesów; która potrafiła wznieść się ku górze nawet po tak długim czasie koniecznego przywiązania do gniazda.

Taki jest charakter większości Kubańczyków – i jestem co do tego przekonany, czemu wielokrotnie dawałem wyraz.

Na pytanie, ile czasu będziemy potrzebować my, Kubańczycy, by odrodzić się gospodarczo i etycznie, udzielałem odpowiedzi z przymrużeniem oka – opierając się nie na teorii, lecz na doświadczeniu milionów rodaków. Brzmiała ona mniej więcej tak:

- Tutaj czy gdzie indziej, Kubańczykom wystarczy nie więcej niż 45 minut, żeby poczuli wiatr w skrzydłach, zapomnieli o zależności, wyzbyli się przygnębienia.

To jest nasz największy skarb, to jest potencjał, jaki w sobie mamy. Pozostaje tylko wykorzystać go w niedalekiej przyszłości. W taką Kubę wierzymy, a wiarę tę opieramy na doświadczeniach, jakich byliśmy uczestnikami, postawom, jakie temu towarzyszyły, gdy zaistniała okoliczność, w jakimkolwiek miejscu naszej różnorodnej planety - od Sydney po Wenezuelę, od Sztokholmu po Republikę Południowej Afryki, od Miami po Japonię.

Powinniśmy, wobec tego, przyłożyć wielką wagę do transcendentalnego aspektu ludzkiej natury i zastanowić się nad sprawą, którą uważam za fundamentalną: - Jakie konsekwencje społeczne będzie miała zmiana psychologiczna, która nastąpi w umysłach i sercach Kubańczyków, gdy nadejdzie ku temu czas?

Dzięki Bogu, nikt nie jest zdolny przewidzieć potencjału naszego społeczeństwa, nikt nie jest w stanie udzielić dokładnej i jasnej odpowiedzi na to pytanie.

Ale czy nie powiedzieliśmy, że czas bezpieczeństwa i pewności to właściwość „postawy pisklęcia” i przywiązania do gniazda? Dlaczego zatem mamy wpadać w tę pułapkę i na siłę szukać odpowiedzi, bezpieczeństwa?

Podjęcie wyzwania, lot ku wolności obywatelskiej to ryzyko, po drodze wiele niewiadomych, finał niepewny. Wymagana jest odpowiedzialność, dojrzałość, odrobina sprytu, ażeby móc zacząć od nowa. Dlatego też, zamiast poszukiwać gotowych odpowiedzi, mesjanistycznych zapewnień, czyli cech właściwych kulturze znajdującej się w stanie zaniku, wyczulmy swoją uwagę na zmiany psychospołeczne, bierzmy udział w przebudzeniu, poszukujmy siły i odwagi, wspierajmy dążenia ku wolności i odpowiedzialności, dzięki którym społeczeństwo obywatelskie będzie mogło się odbudować i wzmocnić.

A gdy ktoś przypomni nam ludowe przysłowie: „Jedna jaskółka wiosny nie czyni”, nie zapominajmy o innym: „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”.

Być może któregoś dnia nasi guajiros dokonają syntezy i powstanie nowe powiedzenie w stylu: „Od jednej jaskółki wiosna nie następuje, ale potem druga i następna przylatuje, a im szybciej się to stanie, tym więcej czasu na działanie zostanie”.

Do dzieła!

Przeł. Marcin Sarna

   powrót na górę strony                 
   
© 2006 Solidarni z Kubą Projekt i wykonanie: EPOX Interactive Media House