Leonardo Padura*: „Próbuję pisać na wskroś po kubańsku”
* Leonardo Padura (ur. 1955) - kubański pisarz i dziennikarz. Jest autorem scenariuszy filmowych oraz powieści kryminalnych przetłumaczonych na ponad 10 języków. *** Co powiesz o powieści kryminalnej, czy można ją łatwo zdefiniować? L.P. - Powieść kryminalna jest gatunkiem schematycznym, dochodzi w niej do spotkania dobra ze złem, zderzenia porządku z chaosem, sprawiedliwości z niesprawiedliwością. Jak ten schemat funkcjonuje w przypadku kryminałów pisanych na Kubie? Na Kubie, w większości przypadków, konfrontacja dobra ze złem dotyczyła zderzenia dwóch biegunów, zdefiniowanych przez ideologię. Z jednej strony amerykański imperializm, z drugiej, kubańskie służby bezpieczeństwa. Przestępcy kontra policja kubańska. Podział przebiegał wzdłuż tej linii, wokół tego krążyła fabuła. Oznaczało to szybkie wyczerpanie się konwencji, ale w kilku przypadkach kryminałowi udało się obronić, mam na myśli takich pisarzy jak Daniel Chavarria i Ignacio Cárdenas Acuña. W twoich powieściach widać chęć przekroczenia dogmatyki i schematów, czy w istocie tak jest? Dostrzegając ułomności kubańskiego kryminału, znalazłem motywację do napisania własnej powieści kryminalnej. Kiedy zaczynałem pracę nad „Gorączką w Hawanie”, w roku 1990, chciałem napisać kryminał na wskroś kubański. Pomyślałem o postaci, która wyłamywałaby się ze schematu idealnego policjanta, takiego reglamentowanego. Mój policjant to policjant literacki, który marzy, by zostać pisarzem, nazywa się Mario Conde i nie ma nic wspólnego z hiszpańskim bankierem. Ma naturę pesymistyczną, jest sceptykiem, który czuje się upokorzony, nieustannie się upija, dwie są dla niego rzeczy najważniejsze – miłość i przyjaźń. Z drugiej strony starałem się, żeby przestępcy w moich książkach odbiegali od tych, jakich spotyka się na co dzień; nie są to też agenci CIA, nie jest to Czarny, czyhający na rogu ulicy, żeby włamać się przez okno do domu lub sklepu. Jakiej zatem zmianie ulega postać przestępcy? U mnie przestępcami są wysoko postawieni funkcjonariusze kubańskiego rządu, działacze partyjni, osoby o pozornie niepodważalnej moralności, piastujący znaczące stanowiska. Są oni dużo bardziej niebezpiecznie niż rzeczony Czarny z ulicy, ponieważ czynione przez nich zło sięga dalej, kradną nie tylko rzeczy będące własnością jednostki, ale wszystkich jednostek zamieszkujących Kubę. I robią to w imię Rewolucji. Czy prawdą jest, że napotkałeś na trudności przy publikacji „Gorączki w Hawanie” na Kubie? Wysłałem powieść na konkurs organizowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, wiedząc, że nie mam żadnych szans na zwycięstwo. W istocie, nie wygrałem. Opisuję w niej przypadek pewnego wiceministra, który dopuszcza się rozmaitych wykroczeń, ale nie to jest najważniejsze. Nie chodzi o to, jakiego one są kalibru, lecz o sposób w jaki chłopak będący aktywistą w latach szkolnych, dochodzi do wysokiego stanowiska. To, ma się rozumieć, historia oportunisty i karierowicza. Jury postanowiło nie przyznać nagrody, mieli świadomość, że jeśli nie dadzą jej mi, nie mogą nagrodzić nikogo innego. Powieść została opublikowana najpierw w Meksyku, a kiedy wydano ją na Kubie, zdobyła nagrodę krytyki i została uznana za jedną z dziesięciu najlepszych książek roku. Czy twoje kolejne powieści także są wynikiem krytycznego i refleksyjnego spojrzenia na kubańską literaturę gatunku? Myślę, że tak. Druga powieść „Vientos de cuaresma” opowiada o fałszerstwie w kręgach akademickich i opisuje światek uczniów, przyszłych studentów, w którym pojawiają się narkotyki i przysługi o charakterze seksualnym. Trzecia, „Máscaras”, która wygrała nagrodę „Café Gijón”[1], dotyka problemu represji za uprawianie kultury na Kubie, jakie miały miejsce w latach 70., godzących w szczególności w homoseksualistów. W jakimś sensie jest to hołd dla Virgilio Piñery[2], który jak mało kto odczuł na własnej skórze ostracyzm systemu, a mimo to nie poddał się, nie załamał, jak miało to miejsce w przypadku innych pisarzy. Pisał mimo wszystko, bezkompromisowo, a nawet od chwili kiedy zaczął być prześladowany – lepiej niż wcześniej. Pomimo wykluczenia nie dał się pokonać. O czym jest twoja ostatnia książka wydana w Hiszpanii? Czwarty tytuł, „Paisaje de otoño”, to powieść, w której Mario Conde odchodzi z policji. Od pierwszej książki zadaje sobie pytanie, dlaczego właściwie jest policjantem i nigdy nie znajduje odpowiedzi. Poświęca się młodzieńczej pasji – pisaniu. To powieść apokaliptyczna, bo dochodzi w niej do wydarzenia, które może zaważyć na losach grupy przyjaciół. Potem Hawanę nawiedza huragan, z tych co to wymiatają wszystko. To opowieść o przyjaźni, prawdzie i kłamstwie. Próba wpisania się w schemat, choć jak to jest w twoim przypadku przy dużym udziale refleksji, nie sprawia, że twoje powieści to kolejne kubańskie kryminały, jak te pisane wcześniej? Wiele osób z mojego pokolenia, nawet osoby mi najbliższe, twierdzą, że popełniam błąd, pisząc kryminały. Jednak trzy z moich powieści zostały nagrodzone. Pierwsza zdobyła nagrodę krytyki (Premio de la Crítica), druga Nagrodę Krajowego Związku Artystów Kubańskich (UNEAC) – obie zostały uhonorowane na Kubie, a trzecia wygrała nagrodę „Café Gijón” w Hiszpanii. Wszystkie nagrody to wyróżnienia literackie, nie nagrody za powieść kryminalną. Powieść „Máscaras” wyszła w Hiszpanii, Francji, we Włoszech, w Szwajcarii i Niemczech w kolekcjach literatury „nie kryminalnej”. Chcesz przez to powiedzieć, że twoje książki to nie powieści kryminalne? Ja je nazywam fałszywymi kryminałami. Historia kryminalna jest dla mnie pretekstem do opowiedzenia o czymś, co mnie zajmuje, są osadzone w określonym społeczeństwie, obecna w nich rzeczywistość to rzeczywistość kubańska, życie na Wyspie. W jakim sensie zawierają w sobie refleksję nad naszym społeczeństwem. Myślę, że posiadają też jakąś wartość literacką. Nie są to książki w stylu opowieści o detektywie, który rozwiązuje zagadkę, jest w nich dużo więcej treści. Wewnątrz przyjętej struktury historia kryminalna występuje na tle innych historii, nie mniej ważnych. Toczy się opowieść, a w środku pojawia się wątek kryminalny.
[1] Premio „Café Gijón” to hiszpańska nagroda literacka ufundowana w 1949 r. przez grupę hiszpańskich pisarzy i intelektualistów. Leonardo Padura otrzymał nagrodę w 1995 r. (przyp. Tłum.) [2] Virgilio Piñera (1912-1979) – poeta, pisarz i dramaturg kubański, szykanowany przez reżim za homoseksualizm. Należał do grupy tłumaczy „Ferdydurke” Gombrowicza na język hiszpański. Przełożył Marcin Sarna
|