O książkach
Literatura
Muzyka
Kino
Felietony
 














 
Transport na Kubie
 
Kuba według Santany
 
Cuba libre - marzenie czy rzeczywistość? Gdansk, 1 X 2010
    2012-02-02
Prezydent Brazylii w Hawanie

    2012-01-30
Castro wzywa do walki z wrogiem

    2012-01-26
Głupota i ignorancja według Fidela Castro

Strona główna  » Kultura » Willy Chirino o nowej płycie                 
Willy Chirino o nowej płycie

  ms

Rozmowa z Willym Chirino (1947, Pinar del Rio), kubańskim muzykiem, multiinstrumentalistą, autorem tekstów i producentem, mieszkającym od początku lat 60. w Miami, gdzie przybył jako jeden z 14 tysięcy dzieci, wysłanych z Kuby do USA w ramach tzw. Operacji „Piotruś Pan”.

Chirino zdążył już zostać legendą salsy, w tych dniach ukazuje się nowy album Pa’lante .
 
 

 

 

Wydanie nowej płyty pokrywa się czasowo z obchodzami Dnia Niepodległości Kuby...

Czysty przypadek. Tak wyszło, że promocja - wideoklip, wywiady prasowe, wizyty w radio, telewizji – startuje 20 maja. Oczywiście, że mnie to cieszy, to bardzo ważna data dla Kubańczyków, ale szczerze mówiąc nie było to działanie intencjonalne.

Na stronie internetowej można przeczytać, że Pa’lante jest „najbardziej przemyślanym w całej dotychczasowej karierze albumem.” W takim razie nie pozostaje nic innego jak polecić płytę.

Nie ja to powiedziałem (Śmiech). To prawda, w tę płytę włożyłem kawałek własnej duszy. Półtora roku zajęła mi produkcja. Dopracowywałem każdy szczegół. Całym procesem produkcyjnym, miksowaniem, projektem okładki zająłem się sam.

Usłyszymy na płycie „dźwięki Miami”?

Zawsze staram się czerpać z dźwięków, jakie mnie otaczają, ta płyta nie jest wyjątkiem. Można na niej wysłyszeć dźwięki miejskie, mieszają się ze sobą też inne gatunki - rock, reggaeton, son, guaracha, jest muzyka brazylijska, ale też salsa i cudne bolera. Śpiewam w duetach z Oscarem D’Leon i Danielą Mercury. Znalazło się też miejsce na złożenie hołdu wielkim postaciom salsy, jak Celia Cruz, Issac Delgado, Gilbert Santa Rosa, Víctor Manuela i Frank Ruiz, w piosence skomponowanej przez mojego syna Gian Franca zatytułowanej Los campeones de la salsa.

Opowiedz o niektórych utworach, które wybrałeś na płytę...

Znajdziesz tu bolero, jakie napisał dla mnie Donato Poveda, którego niezwykle cenię, a nawet jestem ojcem chrzestnym jego starszej córki. Tytuł utworu to Me negarás tres veces - zagrany na strunach. Jest jeszcze jedno bolero autorstwa Any Maríi - Kubanki mieszkającej w Puerto Rico, niezwykle utalentowanej, wchodzącej w skład grupy Ismaelillo El último bolero. Na płycie zawarłem też piosenkę mojej żony - Lisette, Fui la música, gdzie solówkę przecudnej urody wykonuje geniusz pianina Papo Lucas. Mamy tutaj też mix muzyki miejskiej z rockiem i timbą, żeby było zabawniej, autorstwa chłopaków z Habana Abierta - Kelvisa Ochoa i Borisa Larramendi. Utwór nosi tytuł Algarabía. Kawałek dający tytuł płycie, Pa’lante, jest autorstwa Chilijczyka Alberto Plazy. Są też Tu vida Jorge Luisa Piloto i dwa utwory Rafiego Monclave, Hay amores - którą wykonuję w duecie z Mercury - i Por el mismo camino. Oba w wersji salsa i pop.

Całą płytę Pa’lante nagrałeś w Miami?

Pięć utworów zrobiłem w Puerto Rico razem z Cuco Peñą, twórcą niktórych przebojów Marca Anthony’ego, Celii Cruz, Gilberto Santa Rosy... z którym przyjaźnimy się od wielu lat.
(...) Mercury ma w Brazylii status supergwiazdy, trudno było do niej dotrzeć i przekonać do współpracy?

Propozycja została skierowana do jej menadżera, przesłaliśmy temat Hay Amores, spodobał się i przyjechała do Miami na nagranie. Niezwykła kobieta, pomimo sławy stąpa twardo po ziemi, jest niezwykle sympatyczna i skromna. Pracować z nią było czystą przyjemnością.

A jak to jest z tobą, wciąż uważasz się za równego gościa, jak śpiewasz w piosence Yo soy un tipo típico („Zwyczajny ze mnie typ”), czy może sława uderzyła nieco do głowy?

(Śmiech) Z każdym dniem jestem coraz bardziej zwyczajny, nie mam zbyt wiele wspólnego ze sławą. Cieszą mnie i wypełniają serce najprostsze rzeczy. Muzykowanie nie musi mieć nic wspólnego ze szczęściem. Przechodziłem przez etapy kiedy sukces gonił sukces, a ja czułem się jak ostatnie g..., ale było i tak, że kariera zdawała się przygasać, a moje samopoczucie było doskonałe i miałem się świetnie. Teraz przechodzę najlepszy okres w karierze, czuje się rewelacyjnie, dzięki bogu. Zdecydowanie opowiadam się za rodziną rodziny i przyjaciółmi bardziej, niż za czymkolwiek innym.

W połowie lat osiemdziesiątych sławę przyniosły ci Medias Negras, Don’t touch bananas, Soy. Płyty osiągnęły status platyny, jednak nigdy nie udało się zdobyć Grammy. A teraz proszę – jest i Grammy, po 35 latach muzykowania. Dlaczego teraz a nie wcześniej?

To samo pytanie zadaję sobie ja sam. I nie znajduję odpowiedzi. Nie wiem. Może każdy ma swój los gdzieś zapisany. Może wcześniej nagroda nie była dla mnie, a teraz tak. Jak śpiewa Titi Soto w swojej guarachy „co ci wyszykują, tego ci nie pożałują”.

Wykonujesz ten utwór na w duecie z Oscarem D’Leonem. Skąd pomysł na odgrzewanie starego przeboju, nie lepiej nagrać coś nowego?

Od wielu lat planowaliśmy z Oscarem zaśpiewanie guarachy. Lo que está pa’ti, nadie te lo quita był jednym z moich największych przebojów, również Oscar z sukcesem nagrał ten kawałek na płycie, którą dla niego wyprodukowałem w latach dziewięćdziesiątych. Powiedzieliśmy więc „dlaczego nie nagrać tematu wspólnie, Titi Soto tam w niebie na pewno się ucieszy”.

Nie nagrywałeś wielu utworów kubańskich autorów...

Nagrałem temat Guayabita del Pinar autorstwa Cándida Fabré. Tito Soto pojechał któregoś razu na Kubę i przywiózł ze sobą nagranie z koncertu zagranego na cześć Orkiestry Aragón. Wśród wykonawców byli członkowie innego bandu - La Original de Manzanillo, z improwizującym Fabré. Co za talent! Czarodziej słowa! Poraziła mnie jego wersja Guayabity de Pinar, tym bardziej, że ja sam urodziłem się i wychowałem w Pinar del Rio, oglądałem ludzi cieszących się piosenką, smakujących jej słowa... Nagrałem też Oxígeno Banita de la Fuente, gdy mieszkał on jeszcze w Hawanie; i chociaż sam nie śpiewałem nigdy żadnego tematu Pedra Luisa Ferrera, wyprodukowałem dla Celii guarachę Mario Agüe.

Kiedy nagrywałeś dla Cándida Fabré nie przeszkadzało ci, że był aktywnym członkiem Partii?

Szczerze mówiąc, nic o tym nie wiedziałem. Być może gdybym wiedział, miałoby to na mnie jakiś wpływ. Nie wiem. Myślę jednak, że muzyka jest ponad ideologią. Cándido to artysta, czytstej maści wykonawca sonów, niezwykły kompozytor, nie sądzę, aby jego działalność polityczna miała wpływ na jego dzieło.

Byłeś producentem płyt wielu wielkich wykonawców: Celii Cruz, Raphaela, Rocío Jurado. Jak znajdujesz sie w świecie produkcji?

Produkcja płyt to wielka odpowiedzialność, ponieważ wchodzisz w karierę innych artystów. Niesie ze sobą duży wysiłek, spędzasz całe godziny w studio, to długi proces, wykańczający. Oczywiście, jednocześnie dużo się uczysz od innych, ale co by nie mówić, robota jest to wyczerpująca. Gdy kończę produkcję jakiejś płyty, czuję się wypompowany. I wcale nie jest tak, że każdy artysta daje z siebie wszystko, kiedy wchodzi do studia. Większość wpada, wyśpiewuje swoje i wypada. Producent zostaje potem z całą robotą, wszystko składa do kupy, aż proces powstawania płyty będzie można uznać za zakończony.(...)

Czy salsa to muzyka kubańska?

Portorykańczycy, Dominikańczycy, Latynosi z Nowego Jorku zaadaptowali gatunek. Ale kiedy słyszysz pianino, od razu wiesz czy gra Kubańczyk czy kto inny; kiedy słyszysz kontrabas - to samo; przykładając ucho do tympanu - też. Posłuchaj! (Willy wydaje rytmiczne dźwięki).

Słychać głosy, że czasy reggaetonu minęły i nie widać, żeby miało pojawić się coś w zastępstwie.

Nie wydaje mi się. To prawda, coś się zmienia, ale reggaeton nie odchodzi. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, myli się. Może jego pierwotna formuła – kiedy oczerniało się kobietę, sławiło więzienne machismo i zwyczaje uliczne – minęła, odeszła do historii, ale regaeton jako określona forma tańca, spontanicznej ekspresji, nigdzie nie odchodzi, ma się dobrze, zostaje.

Rozwój muzyki mechanicznej, DJ-ie, reggaeton, rap – wszystkie te gatunki i zjawiska wpłynęły na kryzys muzyki orkiestrowej. Jaki ślad pozostawiły one na tobie?

Jak na każdym kto śpiewa z orkiestrą za plecami. Ale trzeba patrzeć na rzeczy jakimi są, nie ma co na siłę przeciwstawiać się, bo inaczej życie da ci popalić, trzeba spoglądać do przodu. Bywa lepiej lub gorzej, dlatego trzeba cieszyć się tym, co pozytywne i trzymać dobre wspomnienia na złe chwile. (...)

Utwór Ya viene llegando wpłynął na twoje zaistnienie na arenie międzynarodowej?

Wpłynął niesłychanie. Ci, którzy trzymają władzę w mediach zwykle podziwiają albo przynajmniej czują szacunek do Rewolucji Kubańskiej. A w Ameryce Łacińskiej jest dużo ludzi, którzy nienawidzą Stanów Zjednoczonych. Castro jest tego przykładem emblematycznym. Ja z kolei jestem kimś, kto walczy z nim, bądź zwalcza go przy pomocy muzyki. To całkiem naturalne, że mnie odrzucają. Ale jak mawia Albita: „Czym zawiniłem, że na Kubie się urodziłem?”. Mi się trafiło być Kubańczykiem, który żyje na emigracji i nie da się tego zmienić.

Na płycie Pa’lante zawarłeś temat Carlosa Gómeza „El mar nos une” – hymn pełen bólu, ale i nadziei, oraz swoją kongę Qué se vaya..

W Miami można spotkać Kubańczyków, którzy opowiadają się za zaostrzeniem embarga... Byłoby przejawem zupełnego braku wrażliwości, gdybym ja, siedząc na 8 Ulicy w Miami i zajadając się stekiem, zaczynał wydzierać się w niebogłosy, że należy zaostrzyć embargo wobec Kuby. Nie jest to moja rola. Wiem tylko, że pomysł z embargiem okazał się nietrafiony, ale wycofanie go teraz oznaczałoby zwycięstwo rządu kubańskiego.

Co sądzisz o zmianach zachodzących na Wyspie?

To jakaś kpina. Mamy się cieszyć z tego, że Kubańczyk może sobie kupić telefon komórkowy, jeśli ktoś z rodziny przyśle mu dolary? To samo z komputerami - ilu Kubańczyków stać na zakup komputera za 700 dolarów? I po co ci komputer, jeśli nie masz dostępu do Internetu?

Na Kubie nie zmieniło się nic. Spójrz na tę dziewczynę, Yoani, nawet nie pozwolili jej wyjechać do Hiszpanii po odbiór nagrody. Jak skostniały musi być system, który nie pozwala odebrać wyróżnienia komuś, bo ten ktoś prowadzi sobie blog, na którym opisuje rzeczywistość w jakiej żyje na co dzień w swoim kraju. Duszno tu, panie. O jakich zmianach my tu mówimy?

Kubańczycy przybywający ostatnio do Miami występują w telewizji, radio, wielu udało się zaistnieć, i to z rozmachem...

Jest wielu utalentowanych ludzi, którzy przybywają z Wyspy, to naturalne. Od początku zeszłego wieku Kuba przodowała w awangardzie. Mielismy i mamy utalentowanych aktorów, piosenkarzy, kompozytorów, to że przyjeżdżają i szukają dla siebie miejsca jest zupełnie normalne. Czy uda im się odnieść sukces, czy nie, to już zależy od każdego z osobna. Póki co mamy Alexis Valdés, Carlosa Otero, Los Tres de La Habana, tancerzy baletowych; będą przybywać nowi.

Utwór Pa’lante, który jest tytułowym na twojej nowej płycie to oda do optymizmu. Jest taki moment kiedy śpiewasz: „dość z tymi, co sieją nienawiść”. Czy to może przypadkiem przesłanie do Kubańczyków, zarówno tych z Wyspy i żyjących na emigracji?


Zbyt wiele nagromadziło się nienawiści, nadszedł czas miłości, wzajemnego uściśnięcia sobie dłoni, spojrzenia na siebie na nowo. Jestem za wybaczeniem każdemu, komu można wybaczyć, teraz nic innego nie jest ważne. Może w przyszłości będzie czas na rozmawianie o sprawiedliwości, teraz jednak nadeszła chwila pojednania i pogodzenia.

 

Źródło: Encuentro

Przeł. Marcin Sarna


Lo que está pa’ti, nadie te lo quita

 

   powrót na górę strony                 
   
© 2006 Solidarni z Kubą Projekt i wykonanie: EPOX Interactive Media House