Lech Wałęsa w Miami
Podczas kilkudniowego pobytu w Miami w lutym 2006 r. Prezydent Lech Wałęsa spotkał się kilkukrotnie z kubańską opozycją oraz organizacjami kubańskimi w USA.
Podczas spotkania w czwartek w Miami Dade College Lech Wałęsa powiedział, że Kubańczycy w Stanach i na wyspie muszą być przygotowani na najgorszy scenariusz po odejściu Fidela Castro. "Jeśli nie będziecie mieli jasno określonego celu i wspólnych idei, grozi wam anarchia, a anarchia jest gorsza niż jakikolwiek inny system" - ostrzegał Wałęsa.
Prezydent odniósł się również do amerykańskiej polityki zagranicznej względem Kuby, dając do zrozumienia, że Kuba jest programowo wciąż komunistyczna. "Zaczynam myśleć, że wielu Amerykanów chce traktować Kubę jako muzeum marksizmu w tej części globu i dlatego komunizm przetrwał tam tak długo" - stwierdził przekornie Prezydent, i od razu dodał, "Jeśli komuś nie podoba się to, co mówię, musi zrozumieć, że ja jestem rewolucjonistą." Lech Wałęsa przyznał, że jednym z największych problemów współczesnego świata jest ciągłe posługiwanie się starymi metodami. "Żyjemy w nowym świecie - świecie globalizacji, a wciąż myślimy po staremu, zapominając o moralności w polityce"- mówił Prezydent.
Odnosząc się do kubańskiego dyktatora Lech Wałęsa powiedział: "Fidel Castro już przegrał, gdyby miał choć odrobinę honoru lub odwagi, wycofałby się z polityki i rządzenia."
|