|
Marek Borowski, były Marszałek Sejmu RP
Zastanawiałem się, dlaczego tak wielu z nas się tutaj zgromadziło, na wezwanie Instytutu Lecha Wałęsy w temacie Kuba. Kuba nie jest wiodącym krajem świata, nawet - jak tu wielokrotnie dziś podkreślano - jest krajem anachronicznym. Właściwie chorym krajem. Kuba odgrywała, w swoim czasie, bardzo specyficzną rolę, w tym wszystkim, co się na świecie działo. Fidel Castro był symbolem ustrojowym, był pewną nadzieją Ameryki Południowej. My dzisiaj mówimy o kwestiach, które są tematem czysto polskim – „Solidarność – Polska lekcja”. Jeśli tu pojawia się, to jak rozumiem dlatego, żeby się zastanowić na ile to doświadczenie może być przydatne w wychodzeniu Kuby z traumy. Mam z tym pewien kłopot, dlatego że to podstawowe doświadczenie polskiej Solidarności i polskiej transformacji, mianowicie ruch bez przemocy, jest przesłaniem, z którym powinniśmy podejmować różne działania w przyszłości, jeśli nam nie jest obojętny los Kuby. I dlatego ten Komitet, który tu powstaje i dalsze działania powinny ten element brać pod uwagę. Nie wpływać na sytuację na Kubie tak, aby ją zaostrzać, ale przeciwnie, aby prowadzić do porozumienia. Natomiast jeżeli weźmiemy inne doświadczenia Polski, to moim zdaniem te analogie nie są już takie oczywiste. Dlaczego w Polsce ruch Solidarności powstał i dlaczego zwyciężył? Jack duVall wymienił siedem cech strategicznych, ale w Polsce było jeszcze wiele innych elementów, które do tego sukcesu doprowadziły, zresztą po wielu, wielu latach. Po pierwsze władza w Polsce była władzą narzuconą. Ona okresowo miała poparcie obywateli, ale generalnie była władza narzuconą. Na Kubie sytuacja jest inna. Kuba wybiła się na niepodległość sama. Ruch Castro na początku przecież i przez długi okres czasu, był ruchem absolutnie patriotycznym, takim który zmobilizował wszystkich Kubańczyków. W zawiązku z tym znacznie łatwiej jest dzisiaj Fidelowi Castro i jego kolegom zapanować nad wszystkimi ruchami dysydenckimi, ponieważ Castro zawsze może odwoływać się do korzeni. Władza w Polsce w latach PRL z takich korzeni wyrwać się nie mogła. Po drugie, w Polsce istniały ciągłe ruchy dysydenckie. I w samej Partii i obok niej. Powstawały różnego rodzaju grupy „dozwolone”, choćby Klub Inteligencji Katolickiej. Przez pewien czas w Sejmie obecni byli ludzie z innej opcji politycznej, której jeden z głównych przedstawicieli jest tutaj z nami, Pan Premier Mazowiecki. Po trzecie, w Polsce nigdy nie było pełnej ortodoksji politycznej ani ekonomicznej. Były różnego rodzaju odchylenia, które były przejawem naszych historycznych doświadczeń. Na Kubie tego wszystkiego nie było, w związku z tym ta sytuacja dzisiaj jest absolutnie nieporównywalna. Wobec tego, jaką drogą Kuba może z tego wychodzić? Mówiono tutaj o drodze chińskiej, czyli takiej, gdzie pozostają resztki tego ‘trzymania za twarz” - trochę takiej formalnej władzy, którą ci ludzie chcą utrzymać, w związku z czym do pewnych rzeczy nie dopuszczają, ale generalnie rzecz biorąc kraj się otwiera. Tutaj dochodzę do rzeczy drażliwej, ze względu na to, że siedzi obok mnie Pan Ambasador Rey, mianowicie do kwestii stosunków linii: USA - Kuba. Fidel Castro w momencie kiedy dokonywał swojej rewolucji, nie był marksistą, i wcale nie zmierzał do ustanowienia takiego ustroju, jaki mu później wyszedł. Na ale po inwazji w Zatoce Świń, włączenie się ZSRR do tej całej sprawy, spolityzowano całkowicie tę małą Kubę, no i potem to już była kula śniegowa. Do tego wszystkiego doszło embargo. Chcę to powiedzieć jasno, był to dramatyczny błąd Stanów Zjednoczonych, dlatego że embargo nie polegało tylko na tym, ze się nie kupowało cukru. Ten cukier w końcu kupowali Rosjanie. Główny błąd embarga polegał na tym, że zabroniono inwestować. Inwestycje amerykańskie i innych krajów wolnego świata miały to do siebie, że wnosiły zupełnie nowy powiew. One powodowały, że ludzie, którzy tam żyją zapoznawali się z zupełnie innym światem. Zaczynali chcieć czegoś innego. Więc moim zdaniem ta polityka była błędna. I myślę, że była utrzymywana w dużym stopniu ze względu na to iż imigranci Kubańscy byli bardzo zacięci, a ich głosy się liczyły. Jak widzieliśmy w ostatnich ośmiu latach, wyniki wyborów nie były wynikami zdecydowanymi. Walczyło się o każdy głos. I walczyło się też o głosy Florydy. Otóż jeżeli chcemy, aby dziś ta droga bez przemocy się rozwinęła, to moim zdaniem tę politykę trzeba zmienić. My oczywiście mamy bardzo duża wiedzę na ten temat, tylko że ona dzisiaj nie będzie w stanie w ogóle funkcjonować, dlatego że nikt tam się na to nie zgodzi - mówię o władzach kubańskich. Więc najpierw trzeba doprowadzić do sytuacji, w której tam w sposób normalny będzie można przyjeżdżać i swobodnie nawiązywać kontakty z ludźmi.
|