Kubańskie scenariusze
Maciej Stasiński: Skoro mamy rozmawiać o możliwych scenariuszach, bardzo dobrze, że między nami są przede wszystkim Kubańczycy, którzy do niedawna mieszkali na Kubie, a dziś wspierają demokrację z wygnania. Dobrze jest sobie zdać sprawę w jakim miejscu Kuba jest dla człowieka, który tam nigdy nie był. Muszę powiedzieć, że to jest przejmujące doświadczenie. Jak mówią Hiszpanie: „Dusza upada do stóp”. Kuba jest krajem całkowicie zrujnowanym. Jest krajem zburzonym. Jest jednym wielkim liszajem, jest tropikalnym obozem koncentracyjnym. Nie ma jednak takiego dna, z którego nie można byłoby wyjść i wykład prof. Leszka Balcerowicza, który traktował o reformach w krajach Europy Wschodniej dobitnie tego dowodzi. Kuba ma ogromny atut. Nie tylko ten, o którym mówił Pan Profesor. Jest więcej niż milion Kubańczyków za granicą i to prosperujących dobrze, m.in. w Stanach Zjednoczonych, w Hiszpanii. Kuba jest krajem ludzi niebywale przedsiębiorczych i optymistycznie do życia nastawionych. Ktokolwiek spotkał Kubańczyków za granicą – czy w Gwatemali, czy w Kolumbii czy w Boliwii – ja w swoich podróżach ich spotykałem – byli ludźmi niesłychanej rzutkości, przedsiębiorczości i zaradności. Nawet, jeśli wśród nich byli tacy, którzy kontrolowali tę diasporę z ramienia bezpieki. Tym niemniej, swoją rzutkość prezentowali codziennie. Kubańczycy mają świetne doświadczenia własnej przedsiębiorczości. Na razie jeszcze karłowatej i skorumpowanej, ale wszyscy Kubańczycy wiedzą, że istnieje szara strefa na Kubie. Myślę, że parę z tych rzeczy usłyszymy tutaj od naszych gości. Także niezależnie od tego, jak źle jest dziś na Kubie to nie sądzę, żeby można było uważać, że Kuba z tego nie może wyjść. Teraz już chciałem zaprosić naszych gości do tego, żeby podzielili się z nami – jak widzą te scenariusze i skoro mieliśmy tu wykład liberalizmu, to może zacznę od Pana Rolanda Behara, który reprezentuje Związek Liberałów Kubańskich na emigracji i poproszę go, żeby powiedział, jak on sobie wyobraża wyjście z tej sytuacji dzisiaj. Roland Behar*: Na samym początku chciałbym podziękować Instytutowi Lecha Wałęsy za możliwość przedstawienia stanowiska, poglądów i obrazu opozycji wewnątrz Kuby i poza jej granicami. Słuchając wystąpienia Profesora Balcerowicza czułem satysfakcję tym większą, że to, o czym mówił dokładnie odpowiadało naszej tezie, co my chcieliśmy zainicjować i przeprowadzić, aby pokazać Kubańczykom, że takie założenia wprowadzone w życie w Polsce odniosły sukces. Myślę, że tak jak Warszawa była miastem wielokrotnie niszczonym i odbudowywanym, możliwe będzie odbudowanie i budowanie przyszłości społeczeństwa i kraju, takiego jak Kuba. Im szybciej nastąpią zmiany, tym lepiej. Im większej kontroli podlega wolność, tym mniejsza ona jest. Mówiąc o tym, co dzieje się teraz lub wydarzy w przyszłości na Kubie, po tym jak cyklon castryzmu ustanie, przedstawia się różne rozwiązania. Nikt nie jest władny, by przewidzieć przyszłość. Jestem przekonany, że Polacy i mieszkańcy wschodniej Europy niejednokrotnie marzyli o sytuacji, kiedy nie będzie innej możliwości, jak możliwość zmian. Kubańczycy z przepowiadania przyszłości uczynili odrębna dziedzinę nauki. Uprawiają ją od 47 lat. Fidel Castro umierał już każdego z 365-ciu dni w roku. Jesteśmy więc mistrzami w przepowiadaniu przyszłości. Proszę zatem o wyrozumiałość, jeśli jednego razu będę zbytnim optymistą, kiedy indziej pesymistą, albo będę wykazywał się naiwnością. Jedną z możliwości jakie biorę pod uwagę jest, że Raúl Castro – bo Fidel jako przywódca zniknął, i choć jest żywy, przestał istnieć – będzie starał utrzymać się przy władzy. Jak mówiono wcześniej, zostanie objęty kierunek naśladujący model chiński albo wietnamski, z zamiarem utrzymania władzy politycznej i zwiększenia siły gospodarczej. Myślę, że w tym kierunku będą zmierzać starania. Ale nie wydaje mi się, żeby należało się obawiać inwazji Amerykanów czy Unii Europejskiej, nie ma się co bać opozycji wewnątrz wyspy ani spoza Kuby, czego może chciałby Fidel. Kolejną opcją jest ustanowienie na czele rządu figuranta wybranego spośród sześciu namaszczonych przez Fidela w testamencie politycznym, i sprawienie, by ten poprowadził kraj w stronę zmian. I że wśród tych wskazanych, choćby nie można ich było nazwać reformistami, będą i tacy, którzy ze względu na wykształcenie i doświadczenie rozpoczną spłacać dług wobec społeczeństwa i wybiorą drogę zmian. Jest bardzo ważne, aby zmiany zaczęły następować. W tym kontekście rola Instytutu Lecha Wałęsy wspierającego demokrację na Kubie jest tym bardziej istotna. Inne rozwiązanie to sytuacja, kiedy – po tym jak Komendant fizycznie już zniknie - doszłoby do napięć między różnymi frakcjami wewnątrz państwa. Mogłyby one doprowadzić do zamieszania w społeczeństwie, być może nawet z użyciem przemocy, czego nikt by sobie nie życzył. Czwartą możliwością, niestety najmniej prawdopodobną, ale której wszyscy chcielibyśmy najbardziej, jest ażeby najbardziej rozsądni, umiarkowani, najinteligentniejsi i mający na uwadze dobro wszystkich przedstawiciele rządu kubańskiego, rozpoczęli współpracę z opozycją istniejącą na wyspie, z opozycją spoza wyspy, z Unią Europejską, z innymi siłami demokratycznymi z całego świata i Stanów Zjednoczonych. I żeby między wszystkimi tymi siłami i instytucjami nawiązała się współpraca zmierzająca do ustanowienia państwa prawa, gdzie prawa człowieka i obywatela będą szanowane. Maciej Stasiński: Dziękuję bardzo. Zapytam teraz Pana Joela Bito - który przez dziesięć lat (w latach 80-tych, 90-tych) pracował na Kubie w oficjalnych strukturach państwowych związków zawodowych, a wyjechał z Kuby w 1998 r., wybierając wolność - jakie jest jego zdanie na temat tych możliwych scenariuszy, które Pan Behar zarysował? Jakie widzi szanse na to, że w łonie nomenklatury kubańskiej zrodzą się zdroworozsądkowe pomysły na to, jak z tego wyjść, nawet jeśli miałyby to być recepty mające na celu ocalenie części przywilejów pozycji tej nomenklatury. Joel Bito*: Ciężko przewidzieć, co wydarzy na Kubie. Od niepamiętnych czasów piszemy scenariusze i, koniec końców, zawsze coś nas zaskakuje. Jak teraz choroba Castro i przejęcie władzy przez Raúla. Chciałbym podziękować Instytutowi Lecha Wałęsy za możliwość podzielenia się naszymi doświadczeniami. Za możliwość przedstawienia moich doświadczeń jako działaczowi związków zawodowych i ekonomiście. Niełatwo jest mówić o tym w obecności działacza związkowego, jakim był Lech Wałęsa. Postaram się powiedzieć o tym, co dzieje się na Kubie, jak zachowuje się tamtejsza gospodarka, i jaka mogłaby być rola niezależnych związków zawodowych. Według oficjalnych danych, aktualnie wzrost gospodarczy na Kubie wynosi 12,5% PKB, co oznacza, że - jak twierdzą kubańscy ekonomiści - wzrost jest szybszy niż w Chinach. Jak wiadomo jest to zupełnie niemożliwe. Te same dane oficjalne podają, że bezrobocie jest niższe niż 1,9%. Oznaczałoby to, że bezrobocie nie istnieje. Statystyki podawane przez kubański reżim są śmieszne z punktu widzenia międzynarodowych podmiotów gospodarczych. W rzeczywistości, jeśli ktoś chciałby dostrzec stan faktyczny produktywności kubańskich firm, 70% z nich okazałoby się nieproduktywna. Utrzymuje je rząd kubański. Jak zatem możliwy jest 12,5% wzrost, jeśli 70% firm utrzymywana jest przez rząd? Z punktu widzenia stopy bezrobocia, chęć utrzymania wysokiego zatrudnienia pociągnęła za sobą wysoki poziom nieproduktywności. To samo z czym teraz mamy do czynienia na Kubie, miało miejsce w Polsce i Europie Wschodniej - wysoki poziom zatrudnienia i niski poziom produktywności. Najwyższa produktywność występuje w przedsiębiorstwach mieszanych z udziałem kapitału obcego. W roku 1995 uchwalono słynną ustawę o inwestycjach. Ustawa ta jest dyskryminująca, ponieważ uniemożliwia Kubańczykom inwestowanie w ich własnym kraju. Jest wykluczająca, bo to w rzeczywistości Kubańska Partia Komunistyczna decyduje o tym, które przedsiębiorstwo i z jakiego sektora wesprzeć; z jakiego kraju ma pochodzić kapitał, który miałby być zainwestowany na Kubie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest niemal niemożliwa sytuacja, kiedy firma z kraju, który nie jest akceptowany przez Radę Ministrów lub Kubańską Partię Komunistyczną, inwestuje na Kubie, służąc za przykład do zmian. Co się stało z zagranicznymi firmami i z kubańskimi pracownikami? Obecnie jest na Kubie około 290 zagranicznych firm z kapitałem wynoszącym około 2,5 miliarda dolarów. W rzeczywistości, nie przekłada się to na żadną korzyść dla kubańskiego pracownika, choć zarabia on więcej niż pracownik sektora publicznego. Pozostaje jednak pracownikiem wykorzystywanym przez obcy kapitał. Niedawno przedstawiliśmy przed sądami amerykańskimi, a także w hrabstwie Miami-Dade przypadek wykorzystywania pracowników przez firmę mieszaną z siedzibą na Curaçao. Trójka jej pracowników zawiadomiła sąd kubański o niewolniczym wykorzystywaniu tam zatrudnionych. Przypadek ten został przedstawiony i zaskarżony przez Fundację “Cuba Futuro” z Holandii. Podjęliśmy odpowiednie kroki i, z pomocą Cuba Study Group, znaleźliśmy adwokata i przedstawiliśmy ten przypadek przed sądem hrabstwa. Co stało się z resztą inwestycji zagranicznych na Kubie? W zeszłym tygodniu byłem w Rzymie, odbyłem bardzo ciekawe rozmowy z wice-ministrem Spraw Zagranicznych, z minister ds. europejskich i z różnymi osobistościami partii radykalnych, gdzie omawialiśmy sytuację firmy ETECSA. To kubańska firma telekomunikacyjna, która utworzyła przedsiębiorstwo joint venture z Telecom Italia. Telecom Italia wraz z ETESCA wprowadziły w życie praktykę ograniczania dostępu do informacji dla Kubańczyków. Kuba jest krajem o najmniejszym dostępie do Internetu w całej Ameryce Łacińskiej, występuje tutaj też największa ilość przypadków kontrolowania i rozłączania rozmów telefonicznych, którym to procederem zajmuje się służba bezpieczeństwa. Jak wiadomo, opozycjonista, działacz związków zawodowych czy niezależny dziennikarz nie powinien przekazywać za granicę informacji nie sprawdzonej wcześniej przez odpowiednie służby. 127 dni sprawowania władzy przez Raúla Castro przyniosło ze sobą zaostrzenie stanowiska rządu. Dlatego też starałem się na chwilę zatrzymać przy temacie ekonomii kubańskiej i zarysować jej funkcjonowanie w okresie tych ostatnich 127 dni. W tym czasie wystąpiły także przejawy agresji wobec opozycji, coraz częściej dochodziło do rozłączeń rozmów telefonicznych. Miało też miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie, które być może nie zostało zauważone przez międzynarodową opinię publiczną. Było nim usunięcie dotychczasowego Ministra Komunikacji i zastąpienie go dawnym komendantem z czasów Rewolucji, niegdyś Ministrem Spraw Wewnętrznych, Ramiro Valdésem. Jest zatem jasne, że Raúl Castro obsadza kluczowe stanowiska ludźmi ze swojego kręgu, partyjnym betonem, co także może być odpowiedzią na pytanie, jak będzie wyglądać sytuacja na Kubie w najbliższym czasie. Może to oznaczać też, że nastąpi nasilenie represji wobec dysydentów. Jakie stanowisko przyjęła w tej kwestii Międzynarodowa Organizacja Pracy? My z naszej strony nieustannie donosimy o łamaniu ustalonych przez międzynarodowe normy praw pracowniczych, jakich dopuszcza się kubański rząd. Możemy to robić dzięki informacjom, jakie docierają do nas z wyspy od członków związków zawodowych. Międzynarodowa Organizacja Pracy, w związku z przypadkiem Czarnej Wiosny w marcu 2003 r., wydała dokument 25/98, w którym przypomina kubańskiemu rządowi o konieczności reformy obowiązującego prawa pracy. Obowiązującym ustawodawstwem w temacie prawa pracy jest kodeks z 1985 r., który jest dyskryminujący, ponieważ Kubańczycy - tak jak Polacy przed procesem demokratyzacji - mogą zrzeszać się tylko w centrali kontrolowanej przez Kubańską Partię Komunistyczną. Należy do niej około 3,5 miliona pracowników z różnych sektorów gospodarki. Międzynarodowa Organizacja Pracy domaga się natychmiastowego uwolnienia z więzień niezależnych działaczy oraz wprowadzenia w życie reform, które do tej pory widnieją jedynie na papierze. Kubańscy pracownicy chcieliby, aby możliwe było stworzenie niezależnej organizacji związków zawodowych. Zarysowano tutaj scenariusze dla przyszłości Kuby, opierając się na doświadczeniach Europy Wschodniej w latach 90., jednak grupy analityków rządowych dbają o to, żeby wydarzenia, jakie miały miejsce w Europie Wschodniej, jak ruch solidarnościowy, nie powtórzyły się na Kubie. Chodzi o to, by zapobiec utworzeniu solidarnych związków zawodowych wewnątrz struktur państwowych. Na Kubie, w związku z brakiem poszanowania praw kubańskich pracowników, powstał niezależny ruch zawodowy. Rozpoczął się proces stowarzyszania z zamiarem posiadania własnej reprezentacji. Powstały grupy wsparcia. Tymczasem rząd kubański postanowił ukryć się jeszcze bardziej za żelazną kurtyną i zdecydował, że nie pozwoli na powstawanie niezależnych związków zawodowych, niezależnej prasy, partii politycznych, pozbawiając społeczeństwo kubańskie praw, jakie kiedyś były przynależne mieszkańcom Europy Wschodniej. Maciej Stasiński: Sporo mówiliśmy w poprzednich już panelach o tym, że na Kubie rodzi się społeczeństwo obywatelskie; że rodzi się duch solidarności i samoorganizacji. Mamy tutaj dzisiaj przedstawiciela jednego z najsilniejszych takich ruchów – Ruchu Chrześcijańskiego Wyzwolenia, którego przywódca Oswaldo Payas Sardiñas jest laureatem Europejskiej Nagrody im. Andrieja Sacharowa. Oswadlo spędził 5 lat w obozie pracy reedukacyjnej w latach 60-tych jako praktykujący katolik. Dzisiaj reprezentowany jest przez Julio Hernandez’a i chciałbym go teraz poprosić, aby zperspektywy człowieka, który współpracuje stale z tym nielegalnym, choć jawnym ruchem sprzeciwu i samoorganizacji społecznej, opowiedział o swoich doświadczeniach i swoich wnioskach na przyszłość. Julio Hernandez*: Dziękuję bardzo za możliwość spotkania się z Państwem. Tym, który powinien siedzieć na moim miejscu jest Oswaldo Payá Sardiñas. To on został zaproszony przez Pana Lecha Wałęsę i na niego Państwo czekaliście. Niestety, rząd naszego kraju nie wyraża zgody na przyjmowanie tego typu zaproszeń. W taki sposób jest się więźniem we własnym kraju. Ruch, którego początek sięga roku 1980 zakładał, że na Kubie - która już sama w sobie jest krajem bardzo złożonym, gdzie pokolenia wychowały się w panującym obecnie systemie, nie pamiętając, czym jest demokracja - istniała możliwość stawienia czoła wyzwaniom, inna niż wybuch powstania. Działalność, jaką prowadzimy ma na celu uzyskanie dla Kubańczyków praw - tego się domagamy. W 1980 roku nawiązaliśmy kontakt z Oswaldo Payą, żeby wspólnie zastanowić się nad rozwiązaniem alternatywnym dla rebelii. Z tamtego okresu pochodzi strategia doprowadzenia do zmiany pokojowej, którą rozwijaliśmy w wielu aspektach. Najprawdopodobniej tym, który przyczynił się do rozpowszechnienia tej strategii był Jego Świątobliwość Jan Paweł II, który w 1998 r. odwiedził Hawanę. Wtedy trwało już zbieranie podpisów pod Projektem Varela. Podczas wizyty na Kubie Papież powiedział: „Zmiany musicie przeprowadzić Wy, Kubańczycy. To Wy jesteście bohaterami historii”. Rzeczywiście, Projekt Varela należy do historii kubańskiej, i ma w niej swoją rolę. My, którzy nad nim pracujemy nie jesteśmy ruchem emigracyjnym, poza wyspą mamy tylko dwóch reprezentantów. Musimy dwoić się i troić, żeby dotrzeć do miejsc na świecie, gdzie chcemy, żeby nas dostrzeżono. Prawda jednak jest taka, że korzenie naszego ruchu są na Kubie, opierają się o prawo ustanowione przez kubański rząd, komunistyczną konstytucję, gdzie znaleźliśmy klauzulę mówiącą o suwerenności, która pozwala obywatelom ubiegać się o przeprowadzenie zmian, po uprzednim zebraniu dziesięciu tysięcy podpisów. I tej działalności poświęciliśmy się po wizycie Jana Pawła II. Zebranych zostało ponad dziesięć tysięcy podpisów. Przedstawiliśmy je przed Zgromadzeniem Narodowym Władzy Ludowej. Wszyscy pamiętają reakcję rządu. Ten zawsze działał w oparciu o mobilizację społeczeństwa. Zmobilizowanych zostało dziewięć milionów obywateli, choć nie było to dziewięć milionów posiadających prawo głosu. My, przeciwnie, mieliśmy zebranych jedenaście tysięcy podpisów osób uprawnionych do głosowania, z wszystkimi danymi osobowymi, którzy złożyli je pomimo grożącego im ryzyka represji i apartheidu, a w rezultacie utraty zatrudnienia u jedynego pracodawcy, jaki na Kubie funkcjonuje, czyli rządu. Świadomi konsekwencji obywatele złożyli podpisy. W następstwie, rząd anulował niektóre zapisy konstytucji. Tym, czego nie mógł zrobić było zniesienie samej konstytucji. Artykuł 135, czyli klauzula mówiąca o suwerenności, nadająca moc prawną Projektowi Varela, wciąż widnieje w konstytucji. Nie można było jej anulować. Dlatego kontynuowaliśmy naszą pracę. Wbrew temu, co twierdził rząd, mówiąc że Projekt Varela umarł śmiercią naturalną; wbrew temu, co mówiła część opozycji, że Projekt Varela należy do przeszłości. Projekt Varela był realizowany, wciąż zbierano podpisy. Rezultat był taki, że dwadzieścia pięć osób działających przy Projekcie zebrało dodatkowych czternaście tysięcy podpisów. Projekt Varela został przedstawiony w 2002 roku. Rząd złamał ustanowione przez siebie prawo i przyjął pozycję pasywną, o czym już wspomniano - od 2002 roku nie zwołano żadnego kongresu Partii Komunistycznej. Wiedzieliśmy, że naród nie będzie czekał z założonymi rękami. Powołaliśmy zatem do życia dialog narodowy, mając świadomość, że to my - naród kubański, musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Kubańczycy są zróżnicowani. Są wśród nas zwolennicy rządu, są opozycjoniści, ale są też tacy, którzy nie posiadają wystarczającej wiedzy na temat tego, co się dzieje, ponieważ jedynymi informacjami, jakie do nich docierają, są te przedstawiane przez rząd kubański. Zaproponowaliśmy wobec tego dialog narodowy i od dwóch lat działamy na rzecz tego procesu. Wzięło w nim udział siedemnaście tysięcy Kubańczyków, zarówno tych mieszkających na wyspie, jaki i przebywających na wygnaniu. W dialogu tym, składającym się ze 180 stron, i którego streszczenie nosi tytuł „Wszyscy Kubańczycy”, omawiany jest każdy aspekt kubańskiej rzeczywistości. Program dotyczy wprowadzania stopniowych i pokojowych przemian, przechodzenie z systemu totalitarnego na demokratyczny. Żaden kraj nigdy nie mówił nam, czego od nas wymaga ani co mamy robić. To my, Kubańczycy, powiedzieliśmy: - Chcemy utrzymać to, chcemy zlikwidować tamto. Takie podejście jest niezbędne dla budowania przyszłości Kuby. Jest to chwila, kiedy objawia się wzajemna solidarność wszystkich ruchów. Jest to dla nas niezwykłe potwierdzenie, że istnieje możliwość zaprowadzenia demokracji, a inspiracją dla nas jest ruch solidarnościowy. Chciałbym Państwa jeszcze raz zapewnić, że my, Kubańczycy, pracujemy bez ustanku, nie stoimy w miejscu z założonymi rękami. Na wielu konferencjach poświęconych tematyce gospodarczej słyszałem opinie, że to sami Kubańczycy zadecydują o możliwości otwarcia ekonomicznego. Nie mamy najmniejszej wątpliwości, że kiedy społeczeństwo osiągnie wolność, kubańska przedsiębiorczość, kapitał znajdujący się na emigracji będą w stanie stworzyć wielką ekonomiczną siłę. Najpierw jednak musimy zdobyć prawa, których w tej chwili nie posiadamy. Aby osiągnąć ten cel potrzebne jest zaangażowanie wszystkich Kubańczyków. Nie tylko tych przebywających na emigracji. Nie mogą zrobić tego też jedynie Kubańczycy mieszkający na wyspie. Nie możemy pozostawić sobie samym tych, którzy kiedyś w którymś momencie uwierzyli w komunizm. Naród kubański musi się ze sobą pojednać. Pojednani i wspólnymi siłami będziemy mogli osiągnąć to, o co cały czas walczymy: wolność. Maciej Stasiński: Jest wielu Kubańczyków, którzy z założonymi rękami nie czekają na to, co będzie po Fidelu Castro. Osobą, która z założonymi rękami nie czeka, jest Pani Magdeliva Hidalgo, która działa wśród kobiet wiejskich. Magdeliva Hidalgo*: Chciałabym podziękować wszystkim za przybycie na konferencję. Instytutowi Lecha Wałęsy chcę podziękować szczególnie za zaproszenie nas - Kubańczyków, i wsparcie w tym niełatwym zadaniu, jakim jest walka o wolność i demokrację w naszym kraju. Korzystając z okazji, chcę przybliżyć sytuację kubańskich kobiet, a w szczególności kobiet wiejskich, z ramienia których tutaj występuję. Począwszy od roku 1996, razem z organizacją „Kobieta wiejska za demokracją” - za przynależność do której musiałam opuścić Kubę - prowadzimy działalność w Ameryce Łacińskiej. Przemianowałyśmy się na FLAMUR (Latynoamerykańska Federacja Kobiet Wiejskich), organizację z oddziałami w różnych częściach Ameryki Łacińskiej. Naszym celem jest pomoc w rozwiązywaniu problemów, z jakimi borykają się poszczególne regiony i zainteresowanie nimi ich mieszkańców. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku Europy, która zwróciła swą uwagę na problemy, z jakimi mierzyć się musi naród kubański. Zaświadcza to o naszej aktywności, wzajemnym podtrzymywaniu na duchu i czerpaniu z waszego doświadczenia w walce o demokrację. Wiemy, że kubańska ekonomia to poważny problem. Wiemy też, że rząd zawsze starał się go upolitycznić. My posiadamy projekt ekonomiczny, który rząd upolitycznił. Projekt ten zakłada prowadzenie mikroprzedsiębiorstw drobiarskich albo rolniczych przez kobiety. Organizujemy konferencje poświecone przemocy w rodzinie, problemowi alkoholizmu, środowisku naturalnemu, prawom człowieka. Wszystko to jest możliwe dzięki wsparciu innych organizacji. W tej chwili, w połowie tego roku, rozpocznie się na Kubie kampania pod tytułem: „Wspólna waluta”, w której będziemy domagać się od rządu wprowadzenia możliwości płacenia jedną walutą we wszystkich punktach sprzedaży w całym kraju. Jak wszyscy wiedzą, na Kubie funkcjonuje równolegle kilka walut, Euro, dolar, który jest walutą oficjalną i chavito, zwany inaczej walutą wymienną (convertible). Jeśli Kubańczycy otrzymują wynagrodzenie w peso kubańskim, dlaczego nie mogą oni dokonywać płatności w sklepach używając tej waluty? Dlaczego, kiedy na Kubę przyjeżdża Polak i zabiera Kubańczyka do hotelu, ten nie może dokonywać płatności tą walutą? Kampania, którą FLAMUR prowadzi na Kubie, spotkała się ona z olbrzymim odzewem. Podpisali się pod nią policjanci, nauczyciele, osoby pełniące funkcje publiczne, włącznie z członkami Partii Komunistycznej. Z jakiego powodu? Ponieważ jest to sprawa, która dotyczy wszystkich obywateli, wszyscy tego chcą. I chociaż nie posiadamy wystarczających środków, udało nam się zebrać ponad dziesięć tysięcy podpisów, które przedstawimy przed kubańskim Zgromadzeniem Narodowym Władzy Ludowej, żeby przyznano Kubańczykom prawo płacenia w walucie, w której otrzymują wynagrodzenie za wykonywaną pracę we wszystkich punktach sprzedaży w całym kraju. Myślę, że to nam się należy. Chciałabym także zwrócić uwagę na sytuację kobiety na Kubie. Wiele osób, przed rozpoczęciem tej debaty pytało mnie: - A co robi Kubańska Federacja Kobiet? Otóż, Kubańska Federacja Kobiet nigdy nie wykazywała zainteresowania problemami kobiet wiejskich. Chyba, że kiedy przychodziło do pobierania składek, 2 pesos od osób pełnoletnich i 50 centavos od tych, którzy nie skończyli jeszcze 18 roku życia. Książeczki żywnościowe, które posiadają mieszkańcy Hawany albo innych miast niekoniecznie docierają do mieszkańców wsi. Jakby osobom mieszkającym na wsi żyło się inaczej. Tak nie jest. Młode dziewczyny zamieszkujące na wsi żyją z prostytucji. I tutaj trzeba podziękować Kościołom katolickim i protestanckim, które wspierają kobiety wiejskie w wielu inicjatywach, m.in. poprzez organizowanie warsztatów krawieckich dla dziewcząt, które pogubiły się w życiu. Ogólna sytuacja na Kubie tak właśnie wygląda, ponieważ jest to kraj zdecydowanie rolniczy. Wiemy, że obowiązuje wiele praw przymusowej sprzedaży bydła i trzody chlewnej. Jeśli jedno zwierze zdycha, właściciel musi za niego zapłacić. Ponadto, przyjeżdża delegacja i nakazuje sprzedaż pozostałych zwierząt. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nie możemy zasiewać pól i sprzedawać plonów, jak robi się to wszędzie na świecie? W Ameryce Łacińskiej, która jak wiemy boryka się z wieloma problemami, kobiety żyjące na wsi mają prawo do posiadania własnej ziemi, siania, zbierania plonów i ich sprzedawania. Mają prawo prowadzenia własnego sklepiku. Kubańczycy nie posiadają żadnego z tych praw. Dlaczego? Bo rząd kubański na to nie pozwala. Robimy co w naszej mocy, aby kubańska kobieta i cały naród kubański uwierzyli w społeczeństwo obywatelskie istniejące na Kubie, które każdego dnia jest coraz silniejsze i powiększa się znacząco. Wiemy, że kobiety będą pracować na rzecz kampanii wspólnej waluty. Oczekujemy, że rezultat będzie pozytywny, mając zwłaszcza na uwadze ilość osób, które zebraliśmy w krótkim czasie, i które przyłączyły się do nas. Kampania rozpoczęła się w lipcu, a my już mamy 10 tysięcy podpisów. Kto wie, może ich liczba jeszcze się podwoi, może będzie ich trzy razy więcej. Mamy nadzieję i wierzymy, że uda się znaleźć rozwiązania, a wolność i demokracja, na którą zasługują Kubańczycy będą tym, co przyjdzie zaraz potem, a my przez następne lata podejmiemy wysiłek, żeby je utrzymać. Maciej Stasiński: Chciałbym teraz prosić panią Annabelle Rodríguez, która od wielu lat współredaguje i wydaje Encuentro de la Cultura Cubana – pismo, które dla Kubańczyków jest tym, czym Kultura Paryska wydawana przez Jerzego Giedroyća była dla polskiej opozycji. Encuentro de la Cultura Cubana przypomina wszystkim Kubańczykom, oraz ludziom na całym świecie, że obok szarej, brudnej, nędznej i zniewolonej Kuby, jest jeszcze druga Kuba – piękna, bogata, o niesłychanie rozwiniętej kulturze, pamiętająca o swoich kulturalnych korzeniach. Annabelle Rodriguez*: Bardzo dziękuję za ten panel, który pozwala patrzeć w przyszłość z nadzieją. Praca jaką wykonuje, i o której właśnie skończyła mówić Magdeliva wydaje mi się niezwykła. Chciałabym zebrać i przypomnieć różne opinie, które usłyszałam podczas konferencji. Rano, były ambasador Polski na Kubie, Tomasz Turowski, mówił, że odniósł wrażenie, iż na Kubie jest silna grupa ludzi, którym zależy na reformach. Nie w całym rządzie, ale wewnątrz rządowej struktury widać wolę przeprowadzenia zmian. Następnie, Jack DuVall, przewodniczący International Center on NonViolent Conflicts, powiedział jeszcze jedną rzecz, która wydaje mi się być niezmiernej wagi: konieczne jest, abyśmy posiadali jasny pomysł na to, co w danym momencie chcemy osiągnąć, posiadali konkretny cel i prowadzili kampanię na rzecz jego realizacji. Niekoniecznie trzeba od razu żądać przeprowadzenia wyborów choćby jutro, czego oczywiście wszyscy byśmy pragnęli, ale co wiemy, że jest nierealne. Wszystkie te kwestie są ważne, dlatego chcę je podkreślić. Były ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, Nicholas Rey, wspomniał o jednej rzeczy, przy której chciałabym się zatrzymać: jest niezwykle istotne, że są w tej chwili osoby, które patrząc w przyszłość, widzą możliwości zmian. Dlaczego jest to tak ważne? Ponieważ rządowi kubańskiemu i Fidelowi Castro udało się uwikłać całe albo prawie całe społeczeństwo, w taki lub inny sposób, w rozmaite instytucje. W kraju nie ma niezależnych firm, wszyscy pracownicy pracują dla rządu. W wielu przypadkach od osoby, która ma zostać zatrudniona wymaga się legitymacji partyjnej. Przypomina to pajęczynę, która spowija olbrzymią liczbę osób. Strach przed represjami to jedna z najbardziej istotnych przyczyn wstrzymujących zmiany w społeczeństwie. Trzeba, jak mówił ambasador Rey, uświadomić członkom nomenklatury, że po transformacji także i dla nich znajdzie się miejsce. To bardzo ważne, jeśli się to zrobi, obawa przed utratą stanowisk nie bedzie hamowała procesu zmian. Irena Lasota wskazała na jeszcze jedną rzecz: udzielanie wsparcia. Nie wierzę w wielkie deklaracje, ani że nieustające ataki słowne skierowane w stronę kubańskiego rządu mogą odnieść sukces. Myślę, że dużo ważniejsze jest działanie. Pani Maria Stephan mówiła o ważnej roli czynników zewnętrznych i wykazywała, że najważniejsze to inwestowanie w kształtowanie świadomości obywatelskiej społeczeństwa, przekazywanie wiedzy oraz informacji. Być może to właśnie w tym miejscu najlepiej widoczna jest nasza rola. Mam na myśli Stowarzyszenie „Encuentro de la Cultura Cubana”. Był rok 1995. Pomyśleliśmy, że trzeba coś zrobić. Cokolwiek miało to być, nie można było tego zrobić na Kubie, gdzie zakazana jest jakakolwiek aktywność, a tym bardziej, gdy dotyczy ona wydawania niezależnego pisma. W wyniku spotkania kilku intelektualistów w Madrycie, pojawił się pomysł stworzenia publikacji, która ukazywałaby się raz na kwartał i opisywała życie społeczne, polityczne i kulturalne kraju. Publikując zarówno teksty autorów zamieszkujących wyspę - bez względu na to czy sympatyzują z rządem czy nie - jak i zamieszczając opinie osób żyjących w innych miejscach na świecie. Tym sposobem, wśród autorów znalazły się osoby mieszkające w Wenezueli, Sztokholmie, Rzymie, Miami, Waszyngtonie lub w Polsce. Polacy są bardzo dobrymi współpracownikami. Nasze pismo, właśnie dzięki temu, że nie jest wymierzone przeciwko rządowi, okazało się być daleko bardziej wywrotowe niż niejeden tradycyjny dyskurs praktykowany na przestrzeni lat. Spójrzmy dla przykładu na numer pisma, w którym po raz pierwszy mówi się o ubiegłym wieku pod kątem polityki, gdzie znajdują się świadectwa z pierwszej ręki, głosy byłych więźniów politycznych, stanowiące ważny element całości poświęconemu tej tematyce dossier. Był to pierwszy raz, kiedy w ten sposób na Kubie można było pisać. To znaczy, refleksyjnie, w pewnej mierze naukowo, w oparciu o świadectwa. Poruszamy tematy kubańskie i latynoamerykańskie, starając się stworzyć przestrzeń, gdzie będzie miejsce dla różnych opinii. Następnie, wysyłamy każdy kolejny numer w ilości dwóch tysięcy egzemplarzy na Kubę, żeby krążyły one po całej wyspie. Tym sposobem czytelnik kubański dowiaduje się, co takiego dzieje się na świecie i na samej wyspie. Wszyscy na Kubie, oprócz Fidela Castro, myślą o reformach. Jakiego rodzaju są to reformy? Być może ci, którzy aktualnie znajdują się przy władzy, boją się utracić swoje pozycje, więc chcą, ażeby reformy gospodarcze były wprowadzane stopniowo. Trzeba pamiętać o tym, że pokolenie rewolucjonistów zbliża się do osiemdziesiątki. Mają oni jednak dzieci, a te nie myślą o dawnych czasach z nostalgią, mają inne pomysły na rzeczywistość. Rozmawiałam kiedyś z osobą zaangażowaną, która zapytała mnie, dlaczego krytycznie wyrażamy się o możliwości przybycia Amerykanów i zainwestowania w naszym kraju. Osoba ta powoływała się na Chiny, które odbudowywały własną ekonomię – mam na myśli proces komercjalizacji w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Ten pogląd przeważał wśród drugiej generacji rządzących. Chińczycy odbudowują swoją gospodarkę przy pomocy kapitału chińskiego pochodzącego z emigracji. Dlaczego my mamy bać się kapitału kubańskiego pochodzącego z emigracji? Jest też i trzecie pokolenie, pokolenie wnuków. Pięćdziesięcioletnie dzieci rewolucjonistów mają już swoje dzieci. Im już nie wystarcza wycieczka do Varadero. Oni chcą mieć dostęp do Internetu, chcą podróżować, poznawać świat, studiować na uniwersytetach w Stanach Zjednoczonych. Dlatego myślę, że nie tylko wśród aktywnych obywatelsko i skazywanych za swoją działalność istnieje ogromne pragnienie zmian, widać je również wewnątrz piramidy rządowej. Oczywiście, nie sądzę, aby miała nastąpić przyspieszona transformacja, zmiany będą powolne i stopniowe. Jeśli Fidel Castro umrze, a jego śmierć nie wywoła rewolty ludowej, będzie to oznaczać, że społeczeństwo kubańskie chce normalności i życia w spokoju. Wierzę, że Raúl Castro, który zawsze opowiadał się reformami gospodarczymi, powoli takie przedsięweźmie. I wierzę w możliwość reform. Tak więc, jeśli zniknie totem i codzienne życie zacznie toczyć się swoim rytmem, bez charyzmy i bożków, bardzo możliwe, że osiągniemy to, do czego wszyscy zmierzamy. Maciej Stasiński: Panie Ambasadorze, co stanie się, kiedy zabraknie totemu – jak powiedziała Pani Rodriguez? Ryszard Schnepf: Cieszę się, że mamy okazję spotkać się w tak wybitnym gronie i mówić o Kubie poważnie; mówić o jej przyszłości bez paternalizmu, bez pouczania, ale z głębi serca, z przyjaźnią, z pewnym zatroskaniem; cieszę się, że jesteśmy gotowi dzielić się naszymi doświadczeniami z naszymi kubańskimi, demokratycznymi przyjaciółmi. Kto z Państwa odwiedził Kubę, lub zna chociaż częściowo historię, wie, że nie mówimy dziś o zwykłym uciemiężonym i poddanym bolesnym eksperymentom kraju, lecz o wyjątkowej wyspie, która ma swoją niezwykle bogatą i bardzo szczególną historię. Dlatego pozwólcie Państwo, że przynajmniej kilka ważnych elementów tej historii wymienię. Kuba nie była jakąś tam republiką karaibską, tylko perłą w Koronie Hiszpańskiej w czasach kolonialnych, kraj wysokiego rozwoju ekonomicznego w XIX wieku. Mało kto wie i mało kto chce pamiętać o tym, że w połowie XIX w. Kuba pod względem rozwoju gospodarczego stała wyżej niż Królestwo Polskie. Tym bardziej z żalem obserwujemy to, co stało się z tą piękną wyspą po 1960 roku. Dzisiaj jedynie możemy podziwiać jej przeszłość poprzez zniszczoną, aczkolwiek wspaniałą architekturę, poprzez wspaniałą elitę kulturalną Kuby. Każdy z nas zna muzykę kubańską, wielu z nas czyta wybitnych poetów, powieściopisarzy. Znamy kubańskich reżyserów – chociaż wielu z nich tworzy na emigracji. Mamy do czynienia z krajem, który ma swoją nie tylko bogatą historię, ma swoją bogatą kulturę, ma swoją tożsamość, swoją bardzo wysoko postawioną godność. Przez prawie 50 lat rządów Castro wiele z tych wspaniałych cech Kuby zostało zniszczonych. Możemy to zobaczyć własnymi oczami, możemy poznać poprzez rozmowy z mieszkańcami Wyspy. W styczniu 2006 r. byłem na Kubie. Starałem się możliwie jak najwięcej rozmawiać z mieszkańcami Kuby. Byłem na prowincji, byłem w stolicy, byłem też w kurorcie, który zaledwie w niewielkim stopniu był dostępny dla mieszkańców Kuby. Odniosłem wrażenie, że to społeczeństwo zostało zdegradowane, że dzisiaj znaczna część Kubańczyków walczy o przetrwanie, a myśl o dawnej suwerenności, o możliwości realizacji dawnych marzeń jest dosyć odległa. Tym bardziej cieszę się, że tutaj w Warszawie są z nami przedstawiciele opozycji, którzy zaświadczają, że kubańskie społeczeństwo nie zapomniało o swojej innej przyszłości, która niedługo być może będzie miała swoją szansę. Ale czy jest możliwa jakaś zmiana na Kubie, w której tak ważną rolę odgrywa armia i siły bezpieczeństwa? W której prawie 60 % społeczeństwa bezpośrednio lub pośrednio (bo przez członków rodziny) jest włączona w system, który to społeczeństwo zniewala? Myślę, że proces wyzwalania może być dosyć długi i będzie wymagał cierpliwości i bardzo dogłębnej pracy. Być może do władzy dojdzie młodsze pokolenie funkcjonariuszy państwowych – dzisiaj czterdziestolatków, którzy są bardziej otwarci na świat, ci, którzy wychowali się często za granicą, ale później działali w strukturach komunistycznej partii. Oni wiedzą, albo podskórnie odczuwają, że trzeba dokonać zmian, i im wcześniej te zmiany zajdą, tym lepiej i dla Kuby i dla nich samych. Ten scenariusz nie wydaje się niestety zbyt prawdopodobny. Wielu politologów przepowiada wprowadzenie modelu chińskiego, a więc silnej władzy centralnej, dyscyplinowaniu społeczeństwa i otwarciu przynajmniej części gospodarki przy kontroli państwa nad zarówno państwowym jak i prywatnym sektorem. Ze względu na wymiar państwa, na jego charakterystykę, jest to system bliższy raczej modelowi Łukaszenki, niż modelowi chińskiemu. Ten model, czyli zatrzymania pewnego biegu rzeczy i otwierania stopniowo kanałów komunikacji i gospodarczych reform w długim przeciągu czasowym wydaje się być możliwy, choć będzie wymagał on cierpliwości społeczności międzynarodowej. Być może tak właśnie realizowany scenariusz doprowadzi do buntu społecznego, a nawet krwawych wydarzeń na Kubie. I wreszcie trzeci wariant, o którym ostatnio mówi się coraz głośniej. A mianowicie, siły konserwatywne będą starały się utrzymać za wszelka cenę władzę nie licząc się z kosztami. Ten scenariusz zakłada, że być może – mówię to z nadzieją, że tak się nie stanie – władza po śmierci lidera będzie starała się sprowokować środowiska opozycyjne do wystąpień po to, aby umocnić siły wojska i siły policji. O takim rozwoju wypadków mówi się coraz głośniej i myślę, że również rolą środowisk międzynarodowych jest zrobić wszystko, aby do takiego rozwoju wydarzeń nie doszło. Jaka może być nasza w tym rola? W jakim sensie my, Unia Europejska, czy też Stany Zjednoczone mogą być pomocne Kubie? Myślę, że za naszą też inicjatywą Unia Europejska i Stany Zjednoczone powinny rozpocząć politykę otwartości wobec Kuby i rzeczywistego, a nie wyłącznie deklaratywnego wspierania reform modernizacyjnych poprzez promowanie zmiany praw a także inwestycji. Myślę, że ważną inicjatywą, zwłaszcza jeśli chodzi o Unię Europejską byłoby sprzyjanie dialogowi, który powinien się ukształtować pomiędzy środowiskami emigracyjnymi Kubańczyków i tymi Kubańczykami, którzy żyją w kraju. Wiadomo, że jednym z wielkich problemów w przyszłości będzie kwestia mienia pozostawionego na wyspie. Myślę, że dialog pomiędzy środowiskami emigracyjnymi i Kubańczykami, którzy mieszkają na wyspie, jest niezwykle istotny dla przyszłości, w ogóle społeczności kubańskiej. Myślę wreszcie, że Stany Zjednoczone w momencie przełomu też dojdą do wniosku, że dalsza blokada jest bezcelowa i tylko otwarcie polityki będzie sprzyjało demokratycznym przemianom. Myślę, ze cały świat powinien podejść do przyszłości Kuby przyjaźnie, otwarcie, tak, aby skończyć ze sztucznie tworzonym syndromem oblężonej twierdzy. *Przekład z języka hiszpańskiego: Marcin Sarna
|