Prawdy w miejscu pracy [tytuł oryginału “Verdades en los centros laborales cubanos”]
Aurelio Bachiller Älvarez*
Hawana 13 listopada 2006 r. Kuba, to jedyny kraj niedemokratyczny na kontynencie amerykańskim, w którym pracownicy są wykluczani, nękani i prześladowani przez rządzący wyspą system totalitarny. Rząd ten jest jednocześnie jedynym właścicielem, patronem i „obrońcą” miejsca pracy naszych współobywateli, którym organizuje wielką, ogólnokrajową kampanię gnębienia moralnego, ideologicznego i politycznego dla utrzymania swej absolutnej władzy nad niezależną i wolną myślą pracowników. Instytucje państwowe stosują przemoc w pracy za pomocą seryjnych prześladowań wobec pracowników i wszystkich tych, których przekonania różnią się od politycznej i ideologicznej doktryny społeczeństwa socjalistycznego w jakimkolwiek stopniu. Wszystkie obszary rządowego prawa pracy dotyczą, w ten czy inny sposób, zasadniczo tylko trzech spraw: wierności, rewolucji, socjalizmu. Wszystkie kubańskie media oficjalne prowadzą stałą kampanię wobec osób pracujących, niezwykle utrudniającą życie i egzekwowanie własnych praw i wolności. Oficjalne informacje i propaganda zarzucają domy, ulice i miejsca pracy obietnicami o wonności, niezależności i rewolucji, karzą wierzyć ludziom, że to oni są właścicielami środków produkcji i miejsc pracy. Kampania ta jest pełna sprzeczności i zakłamania od początku do końca. Nie można zapomnieć, że te kłamstwa wyróżniają się, w swym absurdalnym zaprzeczeniu, przede wszystkim jako elementy procesu uwiedzenia ludzi pracy. Kiedy odwołują się do niezależności, mówią o przekształceniu obywateli w podmioty zależne od państwa; środki produkcji zaś i centra pracy stanowią własność jednego tylko człowieka, czy grup ludzi, którzy każą się nazywać państwem. Oni dyktują prawa i jednocześnie pozostają panami systemu sądowniczego. Oficjalne związki zawodowe (jedyne dozwolone przez tenże rząd) również stanowią własność państwa i choć według ustanowionego prawa, mają chronić masy robotnicze, to w rzeczywistości ich funkcją jest obrona zdobyczy socjalizmu w taki sposób, jakby były jeszcze jedną instytucją wojskową. Każe się wierzyć robotnikowi kubańskiemu, że obrona społeczeństwa socjalistycznego to jego jedyna możliwość na przeżycie oraz jedyna droga do dobrobytu wspólnego i indywidualnego. Robotnik jest tutaj schwytany w pułapkę totalitaryzmu, pozbawiony swobód politycznych, gospodarczych, prawa do swobodnego myślenia i do informacji. Jeśli pracownik zakwestionuje albo podda w wątpliwość to, co jest ustanowione przez rząd, natychmiast zostaje zaszufladkowany jako zdrajca czy kontrrewolucjonista, co w oby przypadkach stanowi poważne zagrożenie dla jego bezpieczeństwa i utrzymania się na swoim stanowisku pracy. Jeśli pracownik w swym miejscu pracy dozna krzywdy w sensie moralnym czy ekonomicznym w wyniku rewolucyjnych rozwiązań, nie może nigdy podnieść tej sprawy ani domagać się egzekwowania swych praw ponieważ przeciwko rewolucji: NIC! Pozwoliłem sobie napisać ten artykuł po tym, jak zostałem zatrzymany 3 listopada 2006 roku i przez ponad dwie godziny poddany przesłuchaniu pełnego gróźb ze strony dwóch urzędników urzędu bezpieczeństwa państwa, wśród nich m.in. przez słynnego kapitana Moisesa. Czułem się tak, jakbym był winien czegoś makabrycznego, tak jakbym to ja stanowił przeszkodę i utrudnienie dla rozwoju wolnych związków zawodowych w moim kraju, podczas gdy przecież jest dokładnie odwrotnie. Kubański ruch związkowy czuje się oszukany obietnicami państwa, które skupia się jedynie na własnych celach ideologicznych, pomijając przy tym nasze prawa i wolności, które nam przysługują i z którymi wszyscy przychodzimy na świat. Niezależny ruch związkowy na Kubie zrodził się i istnieje w wyniku tych i innych poważnych pogwałceń naszych praw przez państwo. Ruch ten nie służy ideom ani osobom, które lekceważą porozumienia i umowy podpisane przez Kubę w ramach Międzynarodowej Organizacji Pracy (ILO) i łamią wolność związków zawodowych. Pamiętamy dziś o wykluczeniu naszego kraju z Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych (CSI) i jesteśmy pewni, że w niedalekiej przyszłości nasz kraj powróci do strefy wolności i praw człowieka na kontynencie amerykańskim. tłum. i oprac. P. * Aurelio Bachiller Älvarez (43 l.) jest sekretarzem generalnym Krajowej Niezależnej Konfederacji Robotniczej Kuby (Confederación Obrera Nacional Independiente de Cuba (CONIC). On i jego rodzina są od dawna przedmiotem stałych represji, zatrzymań, gróźb i aktów nienawiści, tzw. actos de repudio. Jak podaje agencja informacyjna Cubanet Aurelio został ponownie zatrzymany w czwartek 4 stycznia 2007 roku pod zarzutem popełnienia przestępstwa w postaci zamiaru zorganizowania w domu obchodów katolickiego święta Trzech Króli dla dzieci (to bardzo ważne święto w obszarze hiszpańskojęzycznym). Aurelio Bachiller został zatrzymany, kiedy dzwonił z telefonu publicznego w Hawanie, zaprowadzony do samochodu i zawieziony na komisariat policji, gdzie odbyło się przesłuchanie. Grożono mu wtrąceniem go do karceru, jeśli zorganizuje obchody święta. Jego dom został poddany rewizji w celu znalezienia zabawek (w dniu Trzech Króli, dzieci otrzymują prezenty, jak pod choinkę). [http://www.cubanet.org/sindical/news/y07/01100701.html] Aurelio Bachiller Álvarez mieszka w Hawanie pod adresem calle Puerta Cerrada No. 417 (altos) entre Figuras y Chamorros, municipio La Habana Vieja.
|