Hawana
 
Hector Palacios Ruiz w Polsce
 
Cuba libre - marzenie czy rzeczywistość? Gdansk, 1 X 2010
    2012-02-02
Prezydent Brazylii w Hawanie

    2012-01-30
Castro wzywa do walki z wrogiem

    2012-01-26
Głupota i ignorancja według Fidela Castro

Strona główna  »                  

  Ryszard Schnepf, historyk, latynoamerykanista, były Sekretarz Stanu w Kancelarii Premiera RP

 

Cieszę się, że mamy okazję spotkać się w tak wybitnym gronie i mówić o Kubie poważnie; mówić o jej przyszłości bez paternalizmu, bez pouczania, ale z głębi serca, z przyjaźnią, z pewnym zatroskaniem; cieszę się, że jesteśmy gotowi dzielić się naszymi doświadczeniami  z naszymi kubańskimi, demokratycznymi przyjaciółmi.

Kto z Państwa odwiedził Kubę, lub zna chociaż częściowo historię, wie, że nie mówimy dziś o zwykłym uciemiężonym i poddanym bolesnym eksperymentom kraju, lecz o wyjątkowej wyspie, która ma swoją niezwykle bogatą i bardzo szczególną historię. Dlatego pozwólcie Państwo, że przynajmniej kilka ważnych elementów tej historii wymienię. Kuba nie była jakąś tam republiką karaibską, tylko perłą w Koronie Hiszpańskiej w czasach kolonialnych, kraj wysokiego rozwoju ekonomicznego w XIX wieku. Mało kto wie i mało kto chce pamiętać o tym, że w połowie XIX w. Kuba pod względem rozwoju gospodarczego stała wyżej niż Królestwo Polskie.

Tym bardziej z żalem obserwujemy to, co stało się z tą piękną wyspą po 1960 roku. Dzisiaj jedynie możemy podziwiać jej przeszłość poprzez zniszczoną, aczkolwiek wspaniałą architekturę, poprzez wspaniałą elitę kulturalną Kuby. Każdy z nas zna muzykę kubańską, wielu z nas czyta wybitnych poetów, powieściopisarzy. Znamy kubańskich reżyserów – chociaż wielu z nich tworzy na emigracji. Mamy do czynienia z krajem, który ma swoją nie tylko bogatą historię, ma swoją bogatą kulturę, ma swoją tożsamość, swoją bardzo wysoko postawioną godność. Przez prawie 50 lat rządów Castro wiele z tych wspaniałych cech Kuby zostało zniszczonych. Możemy to zobaczyć własnymi oczami, możemy poznać poprzez rozmowy z mieszkańcami Wyspy.

W styczniu 2006 r. byłem na Kubie. Starałem się możliwie jak najwięcej rozmawiać z mieszkańcami Kuby. Byłem na prowincji, byłem w stolicy, byłem też w kurorcie, który zaledwie w niewielkim stopniu był dostępny dla mieszkańców Kuby. Odniosłem wrażenie, że to społeczeństwo zostało zdegradowane, że dzisiaj znaczna część Kubańczyków walczy o przetrwanie, a myśl o dawnej suwerenności, o możliwości realizacji dawnych marzeń jest dosyć odległa.

Tym bardziej cieszę się, że tutaj w Warszawie są z nami przedstawiciele opozycji, którzy zaświadczają, że kubańskie społeczeństwo nie zapomniało o swojej innej przyszłości, która niedługo być może będzie miała swoją szansę. Ale czy jest możliwa jakaś zmiana na Kubie, w której tak ważną rolę odgrywa armia i siły bezpieczeństwa? W której prawie 60 % społeczeństwa bezpośrednio lub pośrednio (bo przez członków rodziny) jest włączona w system, który to społeczeństwo zniewala? Myślę, że proces wyzwalania może być dosyć długi i będzie wymagał cierpliwości i bardzo dogłębnej pracy.

Być może do władzy dojdzie  młodsze pokolenie funkcjonariuszy państwowych – dzisiaj czterdziestolatków, którzy są bardziej otwarci na świat, ci, którzy wychowali się często za granicą, ale później działali w strukturach komunistycznej partii. Oni wiedzą, albo podskórnie odczuwają, że trzeba dokonać zmian, i im wcześniej te zmiany zajdą, tym lepiej i dla Kuby i dla nich samych. Ten scenariusz nie wydaje się niestety zbyt prawdopodobny. Wielu politologów przepowiada wprowadzenie modelu chińskiego, a więc silnej władzy centralnej, dyscyplinowaniu społeczeństwa i otwarciu przynajmniej części gospodarki przy kontroli państwa nad zarówno państwowym jak i prywatnym sektorem. Ze względu na wymiar państwa, na jego charakterystykę, jest to system bliższy raczej modelowi Łukaszenki, niż modelowi chińskiemu. Ten model, czyli zatrzymania pewnego biegu rzeczy i otwierania stopniowo kanałów komunikacji i gospodarczych reform w długim przeciągu czasowym wydaje się być możliwy, choć będzie wymagał on cierpliwości społeczności międzynarodowej. Być może tak właśnie realizowany scenariusz doprowadzi do buntu społecznego, a nawet krwawych wydarzeń na Kubie.

I wreszcie trzeci wariant, o którym ostatnio mówi się coraz głośniej. A mianowicie, siły konserwatywne będą starały się utrzymać za wszelka cenę władzę nie licząc się z kosztami. Ten scenariusz zakłada, że być może – mówię to z nadzieją, że tak się nie stanie – władza po śmierci lidera będzie starała się sprowokować środowiska opozycyjne do wystąpień po to, aby umocnić siły wojska i siły policji. O takim rozwoju wypadków mówi się coraz głośniej i myślę, że również rolą środowisk międzynarodowych jest zrobić wszystko, aby do takiego rozwoju wydarzeń nie doszło.

Jaka może być nasza w tym rola? W jakim sensie my, Unia Europejska, czy też Stany Zjednoczone mogą być pomocne Kubie? Myślę, że za naszą też  inicjatywą Unia Europejska i Stany Zjednoczone powinny rozpocząć politykę otwartości wobec Kuby i rzeczywistego, a nie wyłącznie deklaratywnego wspierania reform modernizacyjnych poprzez promowanie zmiany praw a także inwestycji. Myślę, że ważną inicjatywą, zwłaszcza jeśli chodzi o Unię Europejską byłoby sprzyjanie dialogowi, który powinien się ukształtować pomiędzy środowiskami emigracyjnymi Kubańczyków i tymi Kubańczykami, którzy żyją w kraju. Wiadomo, że jednym z wielkich problemów w przyszłości będzie kwestia mienia pozostawionego na wyspie. Myślę, że dialog pomiędzy środowiskami emigracyjnymi i Kubańczykami, którzy mieszkają na wyspie, jest niezwykle istotny dla przyszłości, w ogóle społeczności kubańskiej. Myślę wreszcie, że Stany Zjednoczone w momencie przełomu też dojdą do wniosku, że dalsza blokada jest bezcelowa i tylko otwarcie polityki będzie sprzyjało demokratycznym przemianom. Myślę, ze cały świat powinien podejść do przyszłości Kuby przyjaźnie, otwarcie, tak, aby skończyć ze sztucznie tworzonym syndromem oblężonej twierdzy.

   powrót na górę strony                 
   
© 2006 Solidarni z Kubą Projekt i wykonanie: EPOX Interactive Media House