|
Tomasz Turowski, były Ambasador RP na Kubie
Swoje rozważania chciałbym zacząć od próby odpowiedzi na pytanie zadane przez Ambasadora Gugałę, a mianowicie jak to się stało, że Ruch 26 lipca 1953 roku; ruch zrodzony w armii; ruch, który miał na celu odzyskanie godności narodowej Kuby, przerodził się w system totalitarny? Otóż mówiąc w wielkim skrócie, mieliśmy do czynienia ze stałym procesem zawłaszczania idei przez określoną grupę ludzi. Chodzi tu głównie o Fidela Castro. Ten, po nieudanym zamachu na koszary Moncada, został osądzany i skazany na karę więzienia. Jednak skądinąd ohydny dyktator Batista, popełnił w stosunku do niego taki błąd, którego na ogół nie popełniają dzisiejsze sądy kubańskie, a mianowicie przed upływem kary wysłał go do Meksyku, skąd już w pełnej glorii w 1959 roku mógł wrócić na Kubę. Ten błyskotliwy wychowanek kolegium jezuickiego, duży orator o wielkiej charyzmie, choć adwokat słaby, bo po tym jak jego kancelaria praktycznie splajtowała, musiał się czymś zająć – zajął się więc działalnością polityczną. Początkowo, wydawałoby się, nie miał ochoty zmieniać systemu kubańskiego na komunistyczny - to Raúl Castro od 15-go roku życia był członkiem Partii Komunistycznej, nie Fidel. Potem role się odwróciły i w lutym 1959 roku Fidel zostaje premierem Kuby. W 1961 roku dochodzi do Zjazdu Zjednoczeniowego grup rewolucyjnych, a w 1965 roku ten konglomerat grup otrzymuje nazwę Komunistyczna Partia Kuby i występuje już jako siła wiodąca. W międzyczasie pamiętamy – stosując wielki skrót - mamy kubański kryzys rakietowy, blokadę, i jednoznaczne wejście Kuby w orbitę krajów komunistycznych. W 1972 roku Kuba zostaje członkiem Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. Otóż dlaczego to wszystko mówię? Wspominam o tym, by pokazać specyfikę systemu kubańskiego, który stanowi konglomerat komunizmu. „Cubanía” - latynoamerykanizmu z czynnikiem antyamerykańskim. Na Kubie zawłaszczano powoli świadomość narodu, zawłaszczano pojęcia. Wolność znaczy zupełnie co innego niż w krajach demokratycznych. Chciałbym teraz pokazać Państwu, jak w tak surrealistycznej, a niestety prawdziwej dla ludzi, którzy tam żyją, sytuacji można działać i pracować jako dyplomata. Przez 4 lata pobytu na Kubie obserwowałem zarówno stan zniewalania, jak również stan zniewolenia tego narodu. Obserwowałem też próby wyzwolenia się, podejmowane przez tenże naród. Teraz mogę to już jasno powiedzieć, moja obserwacja nie była obserwacją bierną. Zresztą nie tylko ja obserwowałem – mnie obserwowano równie dokładnie. Mieszkaliśmy między Piątą Aleją a Czterdziestą Szóstą. Na Czterdziestej Szóstej był apartament zajmowany przez ministra edukacji, gdzie był stały posterunek obserwacyjny służby bezpieczeństwa, który kontrolował ruch gości do i z rezydencji. Czuliśmy się dobrze zabezpieczeni zatem. To poczucie bezpieczeństwa spowodowało, że po zapoznaniu się z działalnością ruchów Movimiento Cristiano de Liberación Oswaldo Payá; Zgromadzenia na Rzecz Promocji Społeczeństwa Obywatelskiego Marty Beatriz Roque, Kubańskiej Komisji Praw Człowieka Ricardo Sancheza; Todos Unidos Vladimiro Roca; Arco de Progreso Manuela Costa Rua; Partii Liberalnej Fernando Sáncheza, doszedłem do wniosku, że nastał najwyższy czas, aby ich zgromadzić i umożliwić im kontakt bezpośredni z korpusem dyplomatycznym. Władze kubańskie, nie wiem w jaki sposób, dowiedziały się, że taki plan jest w założeniu i ostrzegły mnie, że jeśli podejmę się realizacji tego planu, to oni podejmą określone kroki wobec mojej osoby. Władze kubańskie wychodziły z założenia, że spotkanie odbędzie się w dniu święta narodowego Polski. Zwyczajem na Kubie do chwili pęknięcia wspólnej polityki Unii Europejskiej wobec Kuby, było zapraszanie przedstawicieli opozycji do ambasad poszczególnych krajów europejskich w dniu ich świąt narodowych. W związku z tym, doszedłem do wniosku, że nie zorganizuję święta narodowego, na które zaproszę opozycję, ale zorganizuje 14 listopada „Spotkanie korpusu dyplomatycznego i reprezentantów społeczeństwa obywatelskiego Kuby”. Na spotkaniu pojawili się przedstawiciele kościoła, masonerii i wszystkich ruchów opozycyjnych. Przygotowałem dla nich materiał wykorzystując metody stosowane przez działaczy solidarnościowo-korowskich. Otóż postanowiłem wykorzystywać istniejący system prawny i wyciskać z niego wszystko, co się da, w celu uzyskania końcowego efektu demokratycznego, nawet jeśli konstytucja w zamiarze miała być konstytucją chroniącą system totalitarny. A więc wybrałem fragmenty z Granmy, z dziennika organów Komunistycznej Partii Kuby, dotyczącej lokalnego społeczeństwa obywatelskiego. Wręczając materiał wszystkim obecnym mówiłem: „Proszę, to jest Granma, to jest wasz organ Komitetu Centralnego, który Was zachęca do działalności wolnościowej, do działalności w ramach struktur społeczeństwa obywatelskiego”. Po spotkaniu niektóre osoby zostały natychmiast zatrzymane, ale oni wszyscy przychodzili do nas z pełną świadomością ewentualnych konsekwencji. Sam natomiast 19 listopada otrzymałem kuriozalną notę z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie zostałem wezwany. Tam wręczono mi tekst, który w języku dyplomatycznym brzmi bardzo śmiesznie. Oto jego treść: „Ministerstwo Spraw Zagranicznych pozdrawia Ambasadę Rzeczpospolitej Polskiej, przy okazji odnosząc się do nieprzyjaznego działania tej Ambasady, w postaci zorganizowania dnia 14 listopada imprezy z udziałem korpusu dyplomatycznego akredytowanego w kraju tego, co ta ambasada nazwała, „społeczeństwa obywatelskiego Kuby”. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ocenia zaproszenie najemników, którzy otrzymują pieniądze i kolaborują z agresywną polityką Stanów Zjednoczonych przeciw Kubie, jako poważną prowokację ze strony Ambasady Polskiej. Władze kubańskie tłumaczą to niedopuszczalne działanie, jako akt służalczy i chęć przypodobania się interesom rządu USA w jego zadeklarowanej agresji przeciw naszemu państwu. Ministerstwo Spraw Zagranicznych czuje się zobowiązane do zakomunikowania Ambasadzie Rzeczpospolitej Polskiej, że rząd Kuby podejmie tymczasem środki, które uzna za adekwatne w odpowiedzi na tę otwartą prowokację. Dodatkowo Ministerstwo pragnie ostrzec oficjalnie Ambasadę Polski, że powtórzenie tego aktu lub podobnego, oraz jakiegokolwiek innego, który będzie stanowił akt nieprzyjazny wobec Republiki Kuby i jej ludu, doprowadzi do decyzji rządu Kuby domagającej się natychmiastowego odwołania szefa misji naszego państwa. Ministerstwo Spraw Zagranicznych korzysta z okazji, aby ponowić wobec Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej wyrazy swojego poważania (…)”. Otóż mamy tu przykład pełnej hipokryzji i zupełnego nie przystawania gróźb do konsekwencji. Dlaczego? Dlatego, że z pełną premedytacją zorganizowałem to spotkanie 14 listopada. Nie było to zatem święto narodowe Polski. Tymczasem ostrzeżenie, które trafiło do wszystkich Ambasad mówiło, że będą zamrażane stosunki z nimi, jeśli zaprosi się przedstawicieli opozycji kubańskiej czy społeczeństwa obywatelskiego na święto narodowe. Nasza placówka nie wyczerpała znamion przestępstwa nawet w wizji władz kubańskich, a mimo to represje zostały zastosowane. Polityczna klasa kubańska działa więc w obszarze pełnej hipokryzji, pełnego Orwella, i dlatego trzeba współczuć społeczeństwu, które na te zabiegi jest na co dzień narażane. Należy też oddać sprawiedliwość wielkiej odwadze tych ludzi, którzy starają się w ramach tego uczącego agresji społeczeństwa, w ramach tej kultury politycznej - kultury agresji i represji, szukać pokojowych dróg wyjścia, dróg ewolucyjnych. To są przykłady codziennej naszej działalności na Kubie. Zostaliśmy odcięci absolutnie od wszelkich kontaktów z oficjalnymi władzami, korespondencja odbywała się wyłącznie za pomocą not. Wtedy to zaczął się najciekawszy okres mojego ambasadorowania w Hawanie. Zacząłem jeździć po prowincjach hawańskich, spotykać z ludźmi z opozycji, ciesząc się pełną ochroną. Za moim samochodem ogon, przed moim samochodem szpice. Odwiedzałem oczywiście tych ludzi, którzy na takie spotkania wyrażali zgodę. Bo jeżdżąc na Kubę, rozmawiając z opozycją, trzeba pamiętać o jednym, że my zawsze jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji. W razie czego poważne konsekwencje będą wyciągane wobec ludzi, z którymi rozmawiamy. Nas czeka najwyżej 24-godzinny areszt, a potem ekskursja. Oni muszą tam zostać.
|