Historia Kuby
Kalendarium
Gospodarka
Ustrój Kuby
Matka Boska Miłosierna z El Cobre – patronka Kubańczyków
Transport publiczny na Kubie
Informacje turystyczne
Mity o Kubie
Kuba - Unia Europejska
 














 
Kubańczycy - życie codzienne
 
Urodziny El Comandante (2 grudnia 2006)
 
Kuba według Santany
    2012-05-08
Meble IKEA i kubańska siła robocza

    2012-05-03
Dysydent zwolniony warunkowo

    2012-04-27
Facebook marzeniem młodych Kubańczyków

Strona główna  » Wiadomości ogólne » Rewolucja                 
Rewolucja

  Marcin Wojciechowski

 

W Meksyku

Do 1954 roku latynoamerykańską stolicą ruchów lewicowych byłą Gwatemala. Prezydent tego małego kraju Jacobo Arbenz, choć sam komunistą nie był, związał się z partią komunistyczną, w której odnalazł ludzi myślących podobnie jak on. Mówił o konieczności wydobycia z nędzy najbiedniejszych warstw ludności, o walce z analfabetyzmem, o reformach społecznych, w tym o najważniejszej – reformie agrarnej. Do Gwatemali zaczęli ściągać ludzie o bardziej i mniej lewicowych przekonaniach nawet z Hiszpanii i z całej Ameryki Łacińskiej – wśród nich młody lekarz z Argentyny Ernesto Guevara. Gwatemala stała się wyspą różnych odcieni lewicowości w Ameryce Łacińskiej pełnej prawicowych dyktatur.

Rządy prezydenta Arbenza były obiektem wzmożonej uwagi USA, które właśnie weszły w fazę McCarthysmu nazwaną po latach Drugą Erą Strachu przed Czerwonymi. Centralną Agencję Wywiadowczą interesowało przede wszystkim to, czy Gwatemala nawiązuje kontakty z blokiem sowieckim. W momencie uzyskania informacji wywiadowczych o zakupie broni z komunistycznej Czechosłowacji (styczeń 1954 r.) zapadła decyzja o usunięciu rządów Arbenza metodą tajnej interwencji upozorowanej na akcję patriotów gwatemalskich. W czerwcu 1954 grupa gwatemalskich wojskowych na czele z płk. Castillo Armasem, zorganizowanych, przygotowanych i uzbrojonych przez CIA, wkroczyła na terytorium Gwatemali i obaliła prezydenta Arbenza. Nowym prezydentem Gwatemali został płk. Armas, który przekreślił wszystkie reformy swego poprzednika i zaprowadził krwawą prawicową dyktaturę. Arbenz wraz ze swoimi zwolennikami, pochodzącymi z różnych krajów, wyemigrował do sąsiedniego Meksyku.

Wkrótce potem do Meksyku trafili również bracia Castro, którzy ogłosili powstanie Ruchu 26 Lipca planując zbrojny powrót na Kubę w celu wyzwolenia jej z rąk dyktatora. Nie mogli lepiej trafić – lewicowi imigranci tylko czekali na okazję do zjednoczenia się i walki. W ten sposób doszło do spotkania osób, które do dziś dla wielu stanowią legendę.

Wokół Fidela zgromadzili się ludzie z różnych krajów i o różnych ideach, które miały jednak wspólny mianownik w postaci ogólnie rozumianego postępu będącego celem niedokończonej rewolucji Arbenza. Ruch 26 Lipca stał się niejako depozytariuszem idei Arbenza, wraz z całym bagażem doświadczeń. Castro, który do tej pory nie widział potrzeby wiązania się z żadną ideologią, zyskał lewicowy fundament swego ruchu, a grupa działaczy zdobyła charyzmatycznego i sprawnego przywódcę

Od tej pory Castro był już nie tylko liderem kubańskiej opozycji, ale i czołowym działaczem ruchu niosącego idee wspólne dla całej Ameryki Łacińskiej. Nie były one nigdzie spisane, zawierały się raczej w atmosferze unoszącej się nad grupą tych ludzi. Wśród nich byli tacy, dla których najważniejsza była walka z prawicowymi dyktaturami, dla innych walka z imperializmem amerykańskim i jego przejawami w postaci amerykańskich przedsiębiorstw w krajach latynoamerykańskich, dla jeszcze innych ważna była po prostu demokracja, a dla wielu komunizm. Nie brakowało takich, którym zależało głównie na walce z analfabetyzmem i brakiem opieki zdrowotnej. Najwięcej było osób, dla których wszystkie te idee poniekąd nakładały się na siebie i każda z nich po trochu była ważna, lecz najważniejsze było działanie, a nie obmyślanie szczegółowych rozwiązań. Sprzyjała temu osobowość Castro, który nigdy nie miał skłonności filozoficzno – ideologicznych, wolał najpierw działać, a potem ewentualnie myśleć.

            Tę różnorodną grupę ludzi połączyła przede wszystkim chęć walki. Różnice ideologiczne dały o sobie znać dopiero po zwycięstwie Rewolucji, kiedy przyszło do podejmowania konkretnych decyzji w sprawach społeczeństwa. Na razie czas wypełniały przygotowania do zbrojnego powstania.

Bracia Castro zetknęli się z Guevarą i razem stworzyli obóz treningowy dla kilkudziesięciu osób na zakupionej przez Fidela kurzej farmie Santa Rosa, 3 km od miasta Meksyk. Ćwiczyli strzelanie do celu, trenowali musztrę, marsze. Plan przewidywał desant na Kubę i obalenie reżimu Batisty metodą szybkiego, masowego powstania, które miało wybuchnąć jednocześnie w wielu miejscach dzięki skoordynowaniu akcji z grupami zwolenników pozostającymi na wyspie.

Castro kilkakrotnie wyjeżdżał do USA i zbierał pieniądze od kubańskich emigrantów w Miami. Główną podporą Castro w USA był jeden z byłych polityków, człowiek mający ogromne wpływy w miejscowym establishmencie, który wprowadził go do elity kubańskich emigrantów. Byli to przeciwnicy Batisty - przemysłowcy, bogaci handlowcy, politycy, wszyscy, którzy byli zawiedzeni polityką ambitnego sierżanta. Emigranci nie szczędzili dolarów na finansowanie działalności opozycyjnej i Castro zawdzięczał im praktycznie wszystkie środki, dzięki którym utrzymywał i wyposażył w Meksyku siebie i Ruch 26 Lipca. Politykiem który zapewnił mu wejście do Miami był Carlos Prio, były prezydent Kuby, ten sam, którego cztery lata wcześniej zaciekle zwalczał w swojej kampanii wyborczej do Kongresu.

Za zebrane pieniądze Castro kupował broń, radiostacje, wszystko, co niezbędne do walki.

Działalność tak dużej grupy ludzi nie mogła ujść uwadze tajnej policji i jesienią 1956 Castro dostał informację, że wkrótce jego grupa ma zostać zlikwidowana. Castro wydał ludziom rozkaz natychmiastowego opuszczenia Meksyku, mimo że nie byli do tego jeszcze w pełni przygotowani. Na datę opuszczenia kraju wyznaczono noc z 23 na 24 listopada, a na miejsce - Tuxpan nieopodal Veracruz. Chodził po mieście Meksyk na piechotę i informował o zbiórce. Uczestnicy Ruchu 26 Lipca, każdy na własną rękę, zjeżdżali do Tuxpan, gdzie czekała łódź, która miała zabrać ich na Kubę. Była to stara, jeszcze nie wyremontowana dwunastoosobowa łajba pod nazwą Granma. Do portu przybyło osiemdziesiąt sześć osób. 24 listopada przyjechał Castro i o godzinie pierwszej trzydzieści w nocy wszyscy rewolucjoniści pospiesznie odpłynęli w kierunku Kuby.

 

 

Granma w Muzeum rewolucji w Hawanie, fot. MaW

 

Żaden z nich nie zdawał sobie sprawy, że każdy krok Fidela był obserwowany przez tajną policję. Tego samego dnia rano na biurku Batisty wylądował raport, że rewolucjoniści rozpoczęli rejs na Kubę.

Lądowanie

To były z pewnością najgorsze dni mojego życia. Nieporównanie gorsze niż po ataku na Moncadę – tak po latach Castro wspominał pierwsze tygodnie po lądowaniu na Kubie.

Według planu lądowanie na Kubie, w prowincji Oriente, miało mieć miejsce 30 listopada 1956 roku. Desant miał opanować miasto Nugere, po czym wraz z lokalnym oddziałem opanować koszary w Manzanii. Zdobyta tam broń miała posłużyć jako wyposażenie powstańców i ochotników, którzy na wieść o wznieceniu powstania mieli masowo włączać się do operacji. Tak wzniecony pożar i zamieszki w okolicy miały stanowić początek drogi na Hawanę.

Rzeczywistość okazała się jednak daleka od planów. Wkrótce po wypłynięciu z Tuxpan Granma znalazła się w środku sztormu. Burza była tak silna i długa, że większość ochotników chorowała od silnego kołysania łodzi. Żadnych lekarstw nie było. Brakowało też jedzenia i wody pitnej, a na dodatek łódź obrała błędny kurs.

30 listopada na wyspie, zgodnie z wcześniejszym planem członkowie Ruchu 26 Lipca rozpoczęli rozruchy – w Santiago, Matanzas i Holguin. Mieli za zadanie opanować strategiczne punkty kraju – posterunki policji, koszary, lotniska. Bez wsparcia grupy, która miała przypłynąć, zamieszki zakończyły się fiaskiem. Stłumienie mało liczebnej rewolty okazało się dla władz śmiesznie proste. Większość powstańców zastrzelono lub aresztowano. Nieliczni zdołali zbiec. Organizacja powstańcza była już zupełnie rozbita, kiedy w nocy 2 grudnia Granma wreszcie pojawiła się nieopodal wybrzeży Kuby. Kompletnie wycieńczona załoga łodzi wypatrywała z nadzieją brzegu, kiedy nagle, jeszcze przed świtem, usłyszała warkot helikoptera. Ku wielkiemu zdziwieniu, wojskowy śmigłowiec przeleciał nad łodzią, zatoczył koło i zawrócił w stronę lądu, nie rozpoczynając ostrzału. Spiskowcom spadł kamień z serca, ale i tak byli dostatecznie przerażeni i wycieńczeni.

Castro – mimo że nie wiedział, gdzie dokładnie się znajdują, zdecydował o natychmiastowym przybiciu do brzegu. Pewnie podjąłby inną decyzję, gdyby wiedział, że ów brzeg to plaża Les Colorades – bagienny, niedostępny teren, porośnięty trudnymi do przebycia krzewami mangrowca i kłującymi trawami. To jeszcze nie był koniec niefortunnych zbiegów okoliczności. Na plaży kryły się oddziały Batisty, który zastawił na powstańców zasadzkę. Na domiar złego zaczęło świtać i o planie lądowania pod osłoną nocy można było zapomnieć. Ze względu na obecność raf koralowych i licznych skał Granma, która nie miała szalup, musiała zacumować daleko od brzegu. Powstańcy wskakiwali do wody i szli do brzegu zanurzeni po szyję. Rzecz jasna nie mogli w ten sposób wynieść ze statku broni ani innego sprzętu.

To, co działo się w następnych minutach było jednym z najtragiczniejszych epizodów rewolucji. Bezbronni, wystawieni na cel powstańcy ginęli jeden po drugim. O powrocie czy ucieczce nie było mowy. Jedynym wyjściem było brnąć dalej, wprost pod lufy karabinów. Z osiemdziesięciu dwóch życie uratowało tylko dwudziestu dwóch, ale dziesięciu z nich zostało natychmiast pojmanych. Ocalało tylko dwunastu, ale i ci byli porozbijani na mniejsze grupki.

Fidel kiedy zdołał ukryć się w zaroślach odnalazł tylko Faustina Pereza i Universo Sancheza. Castro spojrzał na nich cudem ocalałych, mokrych, wycieńczonych i bezbronnych, przełknął ślinę i powiedział: „Udaje się nam. Zwyciężymy!” Po latach wielokrotnie powracał do tych chwil w wystąpieniach publicznych, przypominając, że wówczas „Venceremos!” wydawało się nierealne, a jednak on wraz z towarzyszami udowodnili, że dzięki wierze w słuszną sprawę i całkowitemu oddaniu się jej, obietnice spełniają się. Dziś to hasło zdobi niezliczoną ilość murów i wiaduktów, nie wspominając o wszechobecnych billboardach.

  Lądowanie Granmy nie było niestety ani pierwszym ani ostatni razem, kiedy ignorancja i przesadny optymizm Fidela Castro doprowadziły do śmierci wielu ludzi. Mimo to ten epizod rewolucji był po latach otaczany kultem i ukazywany jako przejaw geniuszu i odwagi Fidela, dowód jego bohaterstwa. W miejscu lądowania stoi dziś pomnik i muzeum ku czci rebeliantów. Oryginalną Granmę można dziś obejrzeć w Hawanie. Najważniejsza partyjna gazeta nosi nazwę Granma. Z prowincji Oriente została wydzielona nowa prowincja, obejmująca miejsce lądowania i ona też nosi nazwę Granma. Nazwiska dwunastu, którym udało się przeżyć, według rewolucyjnej legendy znanych jako apostołowie wolności, znane są wszystkim dzieciom na Kubie – historia rewolucji jest tematem obowiązkowym. Pośród nich, oprócz Fidela, znaleźli się Raul Castro, Che i Camillo Cienfuegos.

 

 

 

 

W ciągu następnych dni zaczęli się odnajdywać. Ich stan był opłakany: chorzy, głodni, wycieńczeni, bezbronni, a w dodatku – w wyniku morderczego marszu – pokrwawieni i z odparzonymi stopami. By ugasić pragnienie próbowali pić rosę z traw, ale okazało się że ostre liście kaleczą usta. Wtedy próbowali żuć surową trzcinę cukrową, ale niezmielona trzcina okazała się tak twarda i ostra, że raniła do krwi gardła. Wówczas zostało już tylko pić własny mocz.

Z planów wywołania powstania na wyspie nie zostało nic. W kraju panował zupełny spokój. Castro mógł tylko zdecydować o próbie ucieczki w góry i schronienia się tam.

Dla dwunastu niedobitków droga w niedostępne góry Sierra Maestra była istnym piekłem. Nie przywykli do marszu, ledwie dotarli w skaliste góry i musieli przedzierać się w dzikie, bagniste tereny. Ukrta w górach, w trudnej sytuacji, część powstańców zwątpiła w swego przywódcę. Pojawił się problem dezercji. Castro zmuszony był wprowadzić karę śmierci za próbę ucieczki. Po donosie, zmuszeni byli unikać wszelkich kontaktów z miejscową ludnością. Przez kilka tygodni odżywiali się wydłubanymi z ziemi korzonkami. Gazeta „Havana Post” doniosła nawet, że Fidel Castro nie żyje. Na domiar złego Batista obiecał sto tysięcy dolarów za jego głowę.

Walka partyzancka

Castro postanowił zasadniczo zmienić koncepcję walki z reżimem Batisty. Zdecydował się na wariant wojny partyzanckiej. Wiedział przy tym doskonale, że w celu zdobycia poparcia potrzebny jest rozgłos. Najłatwiej zdobyć go działaniami terrorystycznymi. Faustino Pereza uczynił swym wysłannikiem do Hawany. Udało się mu przedrzeć do miasta i odnaleźć niedobitki uczestników Ruchu 26 Lipca.

1 stycznia 1957 roku Hawaną wstrząsnęła seria wybuchów. Skoordynowana akcja doprowadziła do śmierci wielu niewinnych ludzi. Jednak nawet to nie przyniosło spodziewanego rozgłosu. Jedynym efektem było uchwycenie kontaktu z miejscowymi rewolucjonistami. Dzięki temu liczba partyzantów zwiększyła się do osiemnastu, wyposażonych w jako taką broń i mundury. Nie dawało to jednak żadnych nadziei na sukces. Okoliczna ludność przyjmowała partyzantów jak intruzów. Na wyspie nikt nie słyszał, że w kraju jest jakakolwiek partyzantka. Wtedy Castro wpadł na pomysł, który odmienił losy zarówno jego, jak i rewolucji.

fot. ToW

 

Historia znajomości Castro z Herbertem Matthewsem jest jedną z najbardziej nieprawdopodobnych opowieści XX wieku. Stała się przedmiotem nie tylko licznych artykułów i biografii Matthewsa pt „Człowiek, który stworzył Castro”, ale nawet amerykańskiego musicalu. Dość tylko powiedzieć, że Fidelowi Castro udało się ściągnąć z Nowego Jorku tego czołowego publicystę New York Timesa, wybudować w górach Sierra Maestra imitację obozu wojskowego dla setek żołnierzy i przedstawić sytuację w taki sposób, że Matthews wyjechał z Kuby w przekonaniu, że odkrył ogromną armię partyzancką, świetnie zorganizowaną i uzbrojoną, osiągającą sukcesy w walkach z przeważającymi siłami regularnego wojska dzięki głębokiej motywacji, jaką było niesienie pomocy najuboższym.

24 lutego 1957 roku na pierwszej stronie New York Timesa ukazał się jeden z najsłynniejszych artykułów w historii prasy amerykańskiej „Cuban rebel is visited in hideout.” Kolejne dni prznosiły nastepne części reportażu, a wraz z nimi rosła sława Robin Hooda z Sierra Maestra.

Wiadomości o sukcesach castrowskiej partyzantki rozniosły się po Kubie i już wkrótce szeregi jego oddziałów zaczęły zasilać setki powstańców, a także broń, żywność, radiostacje, pieniądze. Uruchomione przez Castro „Radio Rebelde” zaczęło gromadzić przy odbiornikach tysiące a może i miliony Kubańczyków wyczekujących co wieczór audycji zaczynających się od słynnych słów „Aqui Radio Rebelde! Transmitiendo desde el territorio libre de Cuba!”

Rok 1957 był rokiem umiarkowanych sukcesów militarnych, ale kapitalnych osiągnięć propagandowych. Castro stał się bohaterem mediów, brał udział w pierwszym w historii telewizji wywiadzie na żywo transmitowanym przez satelitę, występował przed kamerami telewizji, aparatami fotoreporterów, udzielał wywiadów. Castro dbał o image: najpierw sam zapuścił zarost, a następnie wszyscy jego ludzie nosili brody, które stały się znakiem firmowym powstańców (stąd określenie „barbudos”). Na wyzwolonych terenach zakładali bezpłatne szkoły uczące nawet dorosłych i szpitale. Popularność Ruchu 26 Lipca rosła tak bardzo, że nawet żołnierze Batisty zaczęli się odwracać od swych dowódców i przechodzić na stronę partyzantów. Legenda owiała nie tylko samego Castro , ale i innych dowódców m.in. Che Guevarę i Camilo Cienfuegosa.

W roku 1958 armia partyzancka działała już na kilku frontach, a coraz bardziej pogubione siły rządowe zaczęły ustępować pola rebeliantom. Pod koniec roku Ruch 26 Lipca opanował całą wschodnią część kraju. Kiedy 28 grudnia 1958 roku oddziały pod dowództwem Che Guevary opanowały miasto Santa Clara dni reżimu Batisty były już policzone.

W noc sylwestrową Batista z walizkami pieniędzy uciekł samolotem z Kuby. Władzę na wyspie objęli partyzanci pod dowództwem Fidela Castro.

 

Rewolucjoniści na czele z Fidelem Castro w górach Sierra Maestra

   powrót na górę strony                 
   
© 2006 Solidarni z Kubą Projekt i wykonanie: EPOX Interactive Media House